Nie być jednym z wielu

W naszych rozmowach co jakiś czas pojawia się temat organizacji dobroczynnych. Bezdomni skarżą się, że zajmuje je jedynie walka o liczby i statystyki. Tym samym zapomina się w nich o człowieku.

Jak co czwartek udaliśmy się do naszych znajomych bezdomnych. Mimo że pogoda w Poznaniu robi się coraz bardziej zimowa – nawet prószył śnieg – postanowiliśmy nie rezygnować z wyjścia grupy, która udaje się do centrum. Opłaciło się to, bo spotkaliśmy Dariusza, z którym ostatni raz rozmawialiśmy na początku kwietnia.

Człowiek natury

Nietrudno rozpoznać go na ulicy. Dariusz ma długie włosy i brodę. Dokądkolwiek idzie, zawsze prowadzi ze sobą rower, na którym gromadzi dorobek życia. Jest tam wszystko: od ubrań, przez plastikowe boksy, do książek, które są jego prawdziwą pasją. Właśnie dzięki nim posiadł wiedzę, którą przy każdym spotkaniu stara się z nami dzielić.

Cierpi na nietolerancję glutenu, więc nie mogliśmy dać mu kanapki. Opowiadał nam o tym, jaki wpływ na organizm ma ta substancja oraz czym różnią się poszczególne ziarna. Mimo wykształcenia metalurgicznego jest całkowicie pochłonięty biologią i tym, jak funkcjonuje ludzki organizm.

Dariusz opowiadał, że w dzieciństwie hodował różnego rodzaju rośliny, które później sprzedawał zakonnikom z pobliskiego klasztoru. Mówił, że jest praktykiem, który uczył się wszystkiego po prostu żyjąc z naturą. O glutenie i jego właściwościach dowiedział się dopiero wtedy, gdy lekarze zdiagnozowali jego przypadłość.

Tylko liczba

Rozmowa zeszła na tematy aktualnych wydarzeń. Dariusz regularnie czyta gazety – głównie tabloidowe – podzielił się więc swoimi refleksjami. Mimo że momentami jego wypowiedzi były zbyt abstrakcyjne, dobrze zapamiętałem jedną odpowiedź. Pytanie dotyczyło przytułków i noclegowni dla bezdomnych.

Powiedział, że nie chce iść do takiego miejsca, bo nie ma zamiaru być kolejną cyfrą dla ludzi, którzy tam pracują. Obawia się, że osoby pracujące charytatywnie zbyt często popadają w taką tendencje, że traktują przychodzących bezdomnych przedmiotowo. Każdy z nich jest jeszcze jedną osobą, której trzeba znaleźć jakieś miejsce do spania.

Było to niezwykłe podsumowanie sprawy. Często myślimy, że pomożemy osobie bezdomnej zapewniając jej po prostu miejsce do spania i jedzenie. Sami bezdomni dają znać, że potrzebują czegoś innego – osobistego traktowania i zawrócenia uwagi na ich problemy.

Walka o człowieka

Bezdomni opowiadają nam o organizacjach i instytucjach, które im pomagają. Przeważnie nie są to pochlebne wypowiedzi, jednak żaden z naszych znajomych nie scharakteryzował problemu tak celnie jak Dariusz. Zbyt dużo jest walki o statystyki, a zbyt mało o człowieka.

Mimo że jest dopiero początek listopada, w przytulisku przy ulicy Krańcowej nie ma już miejsc. Doszło do tego, że jeden z bezdomnych musiał spać na podłodze pod stołem. Każda kolejna osoba, która przychodzi z problemem, jest dla wolontariuszy i pracowników tylko liczbą – jedną z wielu. Brakuje, tak po ludzku, podejścia indywidualnego i chwili rozmowy.

Bezdomni, których spotykamy, mimo wielu pragnień i potrzeb, na pierwszym miejscu stawiają rozmowę, której im brakuje. Nie chcą, by ktoś swoją dobroczynnością poprawiał tak naprawdę własne samopoczucie. Takich osób poznałem mnóstwo – pomagają innym, by w rzeczywistości pomóc samemu sobie. Bezdomni chcą wsparcia, ale takiego, dzięki któremu nie będą jednymi z wielu.

 

fot. Gonzalo Espinoza, flickr

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

four × two =

Close