Nie chodzi o przybieranie masek

Każde czwartkowe spotkanie jest okazją do pogłębiania relacji z poznanymi już bezdomnymi. Zauważamy, że nie boją się nam zaufać; często jesteśmy jedynymi osobami, którym mogą się zwierzyć.

– Mamy smutną wiadomość – rozpoczęła pani Beata, gdy do niej podeszliśmy. Przez kilka ostatnich tygodni mieliśmy z nią regularny kontakt. Spotykamy się w parku, gdzie przesiaduje ze swoim synem – Krzysiem. – Policja aresztowała Marka, nie wiemy dlaczego i gdzie go wzięli – powiedziała spoglądając w ziemię.

Wyrok w zawieszeniu

Nie stykamy się z taką sytuacją po raz pierwszy. W przeszłości w areszcie znaleźli się pan Zbyszek i właśnie pani Beata. Wówczas pan Marek wiedział, gdzie znajduje się jego partnerka, słał do niej listy oraz opiekował się jej upośledzonym synem.

– Przechodziliśmy przez plac Wielkopolski i wylegitymowali nas policjanci, no i Marka wzięli ze sobą – relacjonowała kobieta. Przypuszcza, że to przez fakt, że mężczyzna ma wyrok w zawieszeniu i powinien stawiać się na komendzie, a w ostatnim czasie tego nie robił. – No, ale pytał ich, czy jest to konieczne, ale nie odpowiedzieli – dodawała.

– Postarajcie się proszę czegoś dowiedzieć, może chociaż wam coś powiedzą – prosiła pani Beata. Wydawało się, że w życiu pani Beaty i pana Marka wszystko zmierza w dobrą stronę. Mimo braku dachu nad głową, byli optymistycznie nastawieni. Martwili się jedynie zdrowiem mężczyzny, który skarżył się na ból w płucach.

Zbudowana relacja

Ostatnie tygodnie były zaskakujące również dzięki Krzysiowi, który przez ponad rok utrzymywał duży dystans w kontaktach z nami. Bał się podchodzić, gdy rozmawialiśmy z jego mamą i panem Markiem, nie odzywał się do nas. Dopiero niedawno zaczął nam podawać dłoń, z każdym kolejnym tygodniem nabierając śmiałości.

Mimo że ma spory problem z mówieniem, stara się zagaić rozmowę. Takie sytuacje pozwalają nam zauważyć, że stopniowo faktycznie udaje nam się tworzyć relacje. Nie można ich zbudować w jednej chwili, potrzeba do tego czasu. Tym bardziej w przypadku osoby z poważnymi problemami zdrowotnymi. Kluczowe okazały się regularność i wiarygodność. Pokazaliśmy, że nie chcemy ich tylko nakarmić, ale przede wszystkim im towarzyszyć.

– Mam jeszcze jedną prośbę – dodała na zakończenie rozmowy pani Beata. Wraz z synem otrzymują rentę, za którą mogliby wynająć jakieś niedrogie lokum. Nie mają dostępu do internetu; prosili nas, byśmy pomogli im w poszukiwaniach. Zbliża się jesień, więc muszą rozejrzeć się za jakimś bezpiecznym schronieniem.

Po prostu bezdomny

Zasadą, którą nieustannie się kierujemy, jest zapamiętywanie imion spotykanych osób. Jest to niezwykle istotne, ponieważ stanowi pierwszy krok do zbudowania relacji. Społeczeństwo traktuje zjawisko bezdomności jako coś masowego i bezimiennego, więc zainteresowanie poznaniem imion naszych bezdomnych znajomych, stanowi dla nich samych powód do zdziwienia.

– Ja jestem bezdomny, po prostu bezdomny – odpowiedział nam ostatnio jeden z nowo poznanych mężczyzn. Nie chciał zdradzić swojego imienia, zrobił to dopiero po paru minutach; najwyraźniej musiał się do nas przekonać. Nazywał się Jurek.

Wiarygodność

Przez ostatnie tygodnie obserwujemy, że regularność, z jaką odwiedzamy naszych znajomych przynosi skutek, czyli zbudowanie relacji. Szczególnie w obecnych czasach, kiedy częściej stawia się na „mieć” niż „być” jest to ważne i wyjątkowe. Nasi bezdomni ufają nam i w przypadku problemów, nie boją się prosić o pomoc. To powód do dumy, ale również ogromna odpowiedzialność, której staramy się sprostać.

Często mówi się, że bezdomni są najbardziej wykluczoną grupą społeczną. Tylko traktując ich poważnie, możemy sprawić, by czuli się pełnoprawnymi obywatelami. Oni nie przybierają żadnych masek – nie muszą nikogo udawać. Tego samego oczekują od nas, byśmy byli wiarygodni.

fot. flickr/duncan c

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

20 − seven =

Close