Docenić różnorodność

Bezdomni, których poznajemy, podejmują czasem zaskakujące z naszego punktu widzenia decyzje; mają różne plany na siebie. Nie możemy jednak bezpośrednio w nie ingerować, nawet jeśli się z nimi nie zgadzamy.

– Byliśmy pijani, wsiedliśmy do pociągu. Dopiero w Toruniu obudził nas konduktor – to pierwsze słowa, które usłyszałem od Roberta po ponad ośmiu miesiącach. Kiedy ostatni raz się widzieliśmy, towarzyszył mu Piotr. Byli to pierwsi bezdomni, jakich poznałem, więc tym bardziej ciekawiło mnie, co się z nimi przez ten czas działo.

Rozstanie

– Gdy dojechaliśmy do Torunia, Piotra wzięli do izby wytrzeźwień, ja musiałem żebrać, by wrócić do Poznania – relacjonował Robert. Ze smutkiem stwierdził, że po raz pierwszy był zmuszony prosić przechodniów o pieniądze. Udało mu się uzbierać potrzebną kwotę. Pewna kobieta, poznawszy jego historię, postanowiła dać mu 200 złotych.

Mężczyźni stracili ze sobą kontakt. Pamiętam ich burzliwe perypetie; często nie byli wobec nas szczerzy. Równie często dochodziło między nimi do konfliktów, nie tylko słownych. Mimo tego potrafili zatroszczyć się o siebie, co widoczne było zwłaszcza wtedy, gdy Piotr uległ wypadkowi, o którym kiedyś już pisałem.

Robert postanowił wrócić do Poznania bez swego towarzysza. Gdy o nim mówił, odniosłem wrażenie, że czuje do niego niechęć. Samo pojawienie się mojego rozmówcy na dworcu było dość ciekawe. Pamiętam, jak zarzekał się, że nigdy tam nie przyjdzie. Uważał, że bezdomni z dworca są agresywni, samo zaś miejsce niebezpieczne.

Bez zmian

Życie Roberta wygląda nadal tak samo. Wciąż sypia w autobusach nocnych, chodzi do różnych jadłodajni i podobnie jak reszta bezdomnych jeździ na Franowo po darmową kawę do Ikei. Nie wydaje mi się, żeby chciał coś zmienić.

– Dzisiaj już jestem trochę sieknięty – mówił z uśmiechem. Mężczyzna szybko znalazł sobie nowe towarzystwo, z którym może spożywać alkohol. Takie sytuacje pokazują nam, że niektórzy bezdomni nie czują potrzeby zmian w swoim życiu. Skoro jest im dobrze, nie mamy prawa w to ingerować. Przykład ten pokazuje też, że bezdomność może, choć nie musi, prowadzić do różnych nałogów. Na początku naszej znajomości Piotr i Robert przysięgali, że nie piją.

Utrata dachu nad głową

Na dworcu byli też Aneta i Krzysiek, którzy kilka miesięcy temu otrzymali mieszkanie. Wszystko jednak wskazuje na to, że ich sytuacja niedługo ulegnie zmianie. – Wypowiedzieli nam umowę, chcą, żeby tam mieszkał ktoś inny – żalił się mężczyzna.

Krzysiek niedawno zmienił zajęcie. Już nie pracuje w stadninie koni; teraz układa kostki brukowe w jednej z podpoznańskich miejscowości. – Mam niedługo dostać wypłatę, to pójdę jeszcze z nimi o tym mieszkaniu porozmawiać. Jak nie, to zostaniemy na ulicy – dodał.

Odmienne spojrzenie 

Jeśli miałbym wskazać słowo-klucz spotkań z bezdomnymi, wybrałbym różnorodność. Spotykamy ludzi, którzy się od siebie różnią, mają rozmaite zainteresowania i odmienne pomysły na siebie. Mimo istotnych rozbieżności potrafią się wspierać. Właśnie to pokazuje, że niejednolitość wcale nie musi oznaczać zmierzania w przeciwnych kierunkach. Wprost przeciwnie, może ona wzbogacać; uczyć odmiennego spojrzenia.

Nieustannie pracujemy nad swoją cierpliwością. Nie układamy życia naszym bezdomnym, nie przedstawiamy im planu wyjścia z bezdomności. Dążenie do zmiany za wszelką cenę nie jest drogą, która by nas interesowała; głównie dlatego, że nie możemy odpowiadać za cudze wybory. Jedyne, co możemy zrobić, to towarzyszyć – po prostu być. Piszę to głównie w kontekście Roberta i jego nałogu. Nie można go zmusić, by przestał pić – taką decyzję powinien podjąć świadomie i samodzielnie. W tego typu sytuacji naszym zadaniem jest nadal dostrzegać człowieka, nawet jeśli ma on wiele wad.

Fot. pixabay/ aamiraimer

Spodobał Ci się wpis? Zostaw lajka! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

16 + 1 =

Close