Historia upadków

Opowiadając o osobistych dramatach, bezdomni nie chcą nikomu zaimponować; nie szukają też usprawiedliwienia. Podzielenie się bolesnymi wspomnieniami jest dla nich pewnego rodzaju oczyszczeniem. 

Nie da się uciec od liczb. Wszyscy pytają, ile kanapek przygotowujemy lub ile osób spotykamy. Statystyki nie są jednak najważniejsze. Nie myślimy o nich, gdy wychodzimy na patrol. Ostatnim razem, mimo niesprzyjającej pogody, postanowiliśmy z niego nie rezygnować. Jak się później okazało, było to słuszne posunięcie, choć spotkaliśmy tylko jedną osobę.

Góral ze Szklarskiej Poręby

W czwartkowe wieczory centrum miasta tętni życiem. Przechodząc przez okolice Starego Rynku, mijaliśmy ludzi, którzy zmierzali do pobliskich klubów i pubów. Wśród tego tłumu zauważyliśmy mężczyznę kompletnie niepasującego do otoczenia – miał niechlujnie ułożone włosy, brudną niebieską kurtkę oraz zawieszone na szyi przy pomocy sznurka okulary. Podpierał się kulą, by ułatwić sobie chodzenie.

Podeszliśmy do niego z kanapką. Szybko nam się przedstawił; okazało się, że ma na imię Jan i pochodzi ze Szklarskiej Poręby. – Szczerze mówiąc, źle ze mną – odpowiedział zapytany o to, jak się miewa. Sam zresztą zaczął opowiadać o swojej przeszłości – najwidoczniej brakowało mu rozmowy.

Piętno choroby

– Na moją bezdomność wpływ ma wiele czynników, ale najłatwiej jest narzekać i się użalać – stwierdził Jan. Mężczyzna jest bezdomnym od miesiąca, jednak jego prywatny dramat zaczął się już dawno.

– Najpierw na raka wątroby i żołądka zmarł mój brat, który był dla mnie wzorem – mówił. Dziadek Jana był profesorem uniwersyteckim, matka ukończyła szkołę muzyczną. W rodzinie miał łatkę pijaka. Wszyscy porównywali go ze zmarłym bratem. Jak sam przyznaje, nie skończył żadnej szkoły wyższej, ale inteligencję odziedziczył po przodkach.

W związku z żałobą po śmierci brata zmuszony był przesunąć o rok zaplanowany już ślub, do którego ostatecznie nie doszło. Narzeczona Jana – podobnie jak jego brat – zmarła na raka. Był to drugi cios, który pociągnął mężczyzną na dno.

Samoświadomość 

Wydawało się, że ostatecznie wyszedł na prostą: ożenił się, został ojcem. Nieszczęście nie miało jednak zamiaru go opuścić. Jego syn, przechodząc przez przejazd kolejowy, miał na uszach słuchawki – nie usłyszał nadjeżdżającego pojazdu i zginął na miejscu. Mężczyzna wpadł w depresję. Nie poradził sobie, z tym, co go spotkało.

W późniejszym okresie znalazł się na utrzymaniu swojego drugiego brata. Ten oferował mu pomoc finansową, między innymi w postaci opłacania rachunków. Z przyczyn, o których Jan nie chciał opowiedzieć, mężczyzna trafił na oddział szpitala psychiatrycznego w Gnieźnie. Tym samym nasz rozmówca wylądował na ulicy.

– Pewnie myślicie, że bajki opowiadam, ale naprawdę tak było – przekonywał ze łzami w oczach Jan. Mimo trudnej przeszłości, nie szukał usprawiedliwień. Zdawał sobie sprawę z własnych niedoskonałości. – Nie poradziłem sobie, bo robiłem pewne rzeczy, o których wiedziałem, że są złe, ale nie umiałem nad nimi zapanować – dodał.

Właśnie ta nieumiejętność zapanowania nad sobą była dla niego najgorsza. Powiedzieliśmy mu, że co tydzień jesteśmy na dworcu, gdzie rozmawiamy z bezdomnymi oraz częstujemy ich kanapkami. Zapewnił nas, że z chęcią przyjdzie. – Do zobaczenia – rzucił na koniec, będąc już w nieco lepszym nastroju niż wcześniej.

Głównie rozmowa

Spotkania, takie jak to z Janem, uświadamiają, że najlepszym sposobem pomocy jest rozmowa, a oferowana kanapka schodzi na drugi plan. Mężczyzna sam z siebie zaczął opowiadać, co spotkało go w przeszłości; nie miał przed tym jakichkolwiek oporów. Był sprawiedliwy w swoich sądach i świadomy, że większość win należy do niego.

Ktoś może pomyśleć, że historia, którą opowiedział, została zmyślona, bo brzmi zbyt dramatycznie. Być może. Mimo wszystko daliśmy Janowi okazję, by się wygadał. Tego na pewno mu brakowało. Społeczeństwo stara się nie zauważać bezdomnych. Mało kogo interesuje, jaką historię w sobie noszą te osoby, a już na pewno nikt nie chce poświęcić kilku minut, by ich wysłuchać.

Fot. pixabay, iamhirsha_

Spodobał Ci się wpis? Zostaw lajka! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

4 × 3 =

Close