Inna forma bezdomności

Bezdomność często utożsamiamy z brakiem dachu nad głową i nałogami. Istnieje jeszcze jedna forma bezdomności – samotność.

Pogoda zrobiła się naprawdę nieprzyjemna. Wielu bezdomnych już wcześniej zamierzało na czas jesieni i zimy przenieść się do ośrodka lub ogrzewalni. Podczas ostatniego wyjścia nie udało nam się spotkać nikogo. Wszyscy udali się, chociaż na noc, do przytulisk, wobec czego przyłączyliśmy się do „ekipy dworcowej”, która prężnie działa na Dworcu Głównym.

Raj nie dla wszystkich

Właśnie tam gromadzi się najwięcej bezdomnych. Jednak nie każdy bezdomny może „zamieszkiwać” teren dworca. Kilku naszych znajomych z parku opowiadało nam, że nie mogą tam pójść, bo nie są mile widziani. Obrazuje to podział, który jest obecny nawet w społeczności bezdomnych.

Spotkania z bezdomnymi na dworcu wyglądają zupełnie inaczej. Gromadzi się ich tam wielu, tworzą grupki – przeważnie kilkuosobowe. Spotykając się z bezdomnymi w centrum miasta nie możemy zatrzymać się tylko przy jednej grupie. Bezdomni z parku są ze sobą skonfliktowani, więc nie możemy porozmawiać w jednym, większym gronie.

Bezdomność widziana inaczej                 

Kiedy staliśmy na dworcu i przysłuchiwaliśmy się rozmowom, podszedł do nas pochodzący z Poznania Michał. Opowiedział nam o sobie. Dowiedzieliśmy się, że jest absolwentem budowy maszyn na Politechnice Poznańskiej. Zapytałem Michała o wykształcenie, gdyż używał słów, które rzadko padają z ust bezdomnych. Mówił między innymi o „niuansach”.

Mężczyzna miał opuchniętą jedną stronę twarzy. Opowiedział, że to pamiątka po wypadku, który przytrafił mu się rok temu. Od niego zaczęła się cała gehenna. Miał pracę, dobrze radził sobie w życiu, aż został poszkodowany w wypadku samochodowym. W szpitalu przeszedł kilka skomplikowanych operacji. Otrzymywał przez pewien czas rentę, która jednak nie wystarczyła na długo. Rok temu został bezdomnym.

Zapamiętam tę rozmowę na długo, dlatego że Michał powiedział zdanie, które otwiera oczy na wiele spraw: „Jestem bezdomnym od roku, ale samotnym od pięciu. Samotność to przecież też forma bezdomności”.

Prawdziwa samotność

Kwestia samotność przewija się w niemal każdej rozmowie z bezdomnymi. Widać, że doskwiera im brak relacji z drugą osobą. Nie mają kogoś, kto mógłby ich wysłuchać. Często są niezauważani przez ludzi przechodzących obok.

Często myślimy, że jesteśmy samotni, bo ktoś nas odrzucił lub nie mamy z kim wyjść na miasto. To nie jest samotność. Prawdziwa samotność pojawia się wtedy, kiedy naprawdę nie masz do kogo się odezwać i gdy w oczach społeczeństwa jest się nieudacznikiem. Nie chce się takiej osoby zauważyć, tym bardziej jej potrzeb.

Pamiętam jedną z rozmów z panem Zbyszkiem, kiedy mówił o tym, że nie ma do kogo się odezwać. Opowiedział, że poprosił o rozmowę siostrę zakonną, która akurat przechodziła koło zajmowanej przez niego ławki. Czuł potrzebę zwrócenia na siebie i swoje problemy uwagi.

Potrzeba pomocy

To dość powszechne zjawisko wśród ludzi bezdomnych. Chcą być w końcu zauważeni przez społeczeństwo, które ich dyskryminuje. Dyskryminuje ich, bo są słabsi, śmierdzą i nie poradzili sobie w życiu. Niestety nikt nie próbuje się dowiedzieć, dlaczego tak się stało, że wylądowali na ulicy.

W tej sytuacji jedynym sposobem pomocy jest rozmowa. To dość często powtarzany frazes, ale w tym przypadku nie ma innej drogi, niż porozmawianie i dowiedzenie się, co dana osoba czuje. Nie chodzi o to, by okazywać litość. Im nie jest to potrzebne. Nie chcą naszej empatii. Potrzebują przecież pomocy, a nie naszych emocji. Dlatego też warto towarzyszyć takim osobom i poprzez taką pomoc pokazać, że ich problemy nie są ignorowane.

 

fot. Ujházi Vivien, flickr.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

one × four =

Close