Lekcja od bezdomnych

Historie, które słyszę od bezdomnych uczą mnie, by doceniać to, co mam. Wielu z nich nawet w najgorszych koszmarach nie przypuszczało, że wylądują na ulicy.

Kiedy siedziałem ostatnio ze znajomymi w Parku Chopina, podszedł do nas mężczyzna. Poprosił o pieniądze, chciał za nie kupić coś do jedzenia. Zdziwiła mnie ta prośba, bo sprawiał wrażenie zadbanego. Miał czerwoną puchową kurtkę, która musiała być niemałym wydatkiem.

Rozpoczęliśmy z nim rozmowę. Dowiedzieliśmy się, że ma na imię Kuba. Z zawodu jest mechanikiem samochodowych, ale założył dwie firmy, które zajmowały się zakładaniem sieci internetowych na terenie Polski i za granicą, na przykład w Niemczech. Mówił, że na co dzień mieszka w Bilbao. Chciał nam to udowodnić, więc zaczął pokazywać swój profil na Facebooku i zdjęcia z Kraju Basków.

Ograniczająca godność

Trochę zdziwiło mnie, że mężczyzna, który ma aż tyle, prosi o pieniądze na jedzenie. Powiedział, że niedawno wrócił do Poznania. Przyjechał do swojej dziewczyny, która znalazła się w trudnej sytuacji – została oskarżona o defraudację. Doprowadziło ją to do depresji, wobec czego Kuba postanowił wesprzeć swoją partnerkę.

Mężczyzna opowiadał nam, że wielokrotnie pakował się w problemy – choćby w Niemczech, gdzie znalazł się w areszcie. Kiedy wrócił do Polski, dowiedział się, że komornik zajął jego majątek. Wspominał, że w przeszłości zdarzało mu się, lądować na ulicy.

Posiadał trzy chaty góralskie, które zapisał swoim rodzicom. Na pytanie, dlaczego nie uda się do nich po pomoc, odpowiedział, że nie pozwala mu na to godność, wolał ich nie martwić. Był pewien, że uda mu się po raz kolejny zacząć od zera. Znowu przekonałem się, że bezdomnych łączy jedna rzecz: godność, która sprawia, że wstydzą się prosić o pomoc swoich najbliższych.

Bezdomny od niedawna

Podczas czwartkowego spotkania z bezdomnymi poznaliśmy pana Mirosława, który siedział przy Pijalni na Starym Rynku. Mężczyzna trafił na ulicę kilka dni wcześniej. Stracił pracę przez współpracownika, który wmieszał go w problemy. Jako, że pan Mirosław mieszkał na terenie firmy, usłyszał od szefa, że ma kilka godzin na opuszczenie mieszkania.

Rozmawialiśmy z nim krótko, ale dało się wyczuć, jego zaskoczenie tym, że w ogóle ktoś do niego podszedł. Myślę, że to kolejny przejaw wyalienowania, które dotyka bezdomnych. Czują się odtrąceni przez resztę ludzi. Często sami uważają, że nie pasują do świata, który ich otacza.

Kiedy żegnaliśmy się z panem Mirosławem, ten wyraził nadzieję, że nas nigdy więcej nie spotka. Liczy na to, że jego aktualny stan jest tymczasowy. Jestem przekonany, że pan Mirosław będzie w stanie wziąć się w garść. Prawdę mówiąc, mam taką samą nadzieję w stosunku do każdego naszego znajomego. Chcielibyśmy, by każdy ułożył sobie życie od nowa. Często jest to jednak niemożliwe, niezależnie od starań zainteresowanej osoby.

Doceniać to, co się ma

Oba przypadki, zarówno Kuby jak i pana Mirosława, pokazują, że nietrudno wylądować na ulicy. Może to spotkać każdego, niezależnie od tego, kim jest i ile posiada – kto by przypuszczał, że mężczyzna, który ma dwie firmy i mieszka za granicą wyląduje na ławce w parku.

Wszyscy bezdomni, których poznałem, nigdy nie podejrzewali, że znajdą się w takiej sytuacji życiowej. Posiadali własne interesy, mieli dobrą pracę, a jednak w jakimś momencie wszystko poszło złą drogą. Takie historie przypominają, że powinniśmy doceniać to, co mamy – w końcu nie możemy być pewni, czy zawsze będzie tak, jak jest w chwili obecnej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

two + four =

Close