Lekcja wdzięczności

Idąc na dworzec, nie koncentrujmy się na samych sobie, tylko na osobach, które tam spotykamy. Kontakt z nimi wiele zmienił, niektóre rzeczy odkryliśmy na nowo. Bezdomni dają nam lekcje życia.

Kilka dni temu minął rok, odkąd pierwszy raz postanowiliśmy zrobić coś dla bezdomnych. Jak się szybko okazało i o czym już kilkukrotnie pisałem – dzisiaj obserwujemy zanik granicy między pomagającymi a doświadczającymi pomocy. Nie wiadomo, kto w kim ma większe wsparcie. Zauważamy, jak przez ten czas zmieniło się nasze postrzeganie wielu spraw. Paradoksalnie wyjście do bezdomnych pozwoliło nam otworzyć się przede wszystkim na siebie samych.

Nadanie wartości

Przez ten rok odkryłem, jak istotną pomocą może być rozmowa. Częstym zjawiskiem jest utożsamianie bezdomności z żebractwem. Myślimy, że ludzie w takim kryzysie oczekują tylko i wyłącznie pomocy materialnej. Wbrew pozorom, dla wielu z nich rozmowa jest najistotniejszym elementem kontaktu z drugą osobą.

Lechu-Kocur jest jedną z najbardziej bezpośrednich i ekspresyjnych osób na dworcu. Bardzo łatwo otwiera się przed rozmówcą. Rozmawiając z nim można dowiedzieć się o jego rozrywkowym trybie życia. Podczas ubiegłotygodniowego spotkania był jednak wyjątkowo refleksyjny.

– Porozmawiać to już bardzo dużo, a gdzie jeszcze reszta? – stwierdził Kocur. Chciał tym samym podkreślić, co tak naprawdę jest dla niego najważniejsze w naszych spotkaniach. Wcale nie jedzenie czy ubrania, ale właśnie rozmowa i kontakt z drugą osobą stanowią dla niego powód do radości.

Bezdomni swoimi przemyśleniami często nas zawstydzają. Tak jest na przykład w kwestii rozmowy – nie doceniamy jej. Rzeczy, które mieliśmy dotąd za nieistotne, nabierały wartości dzięki naszym znajomym z dworca. To oni uwrażliwiają nas na sprawy, które wydają się błahe.

Nałóg inny niż wszystkie

Obecna pogoda dla bezdomnych stanowi ogromne wyzwanie. Lechu-Kocur zamieszkuje pustostan na Żegrzu. Nazwał go „ranczo”. – Jak chcecie, to zabiorę was tam, gdzie wegetuję – śmiał się mężczyzna. Gdy wraca na swoje ranczo, idzie się położyć, zapala świece i czyta książkę.

– Mam dwa nałogi, na które tracę wszystkie pieniądze: alkohol i książki – mówił Kocur. Uwielbia czytać o wojnie i obozach. Jest kolejną osobą, która poprosiła nas o przyniesienie książek. W przeszłości taką prośbę mieli Piotr i pan Marek.

– Mam taki charakter, że jak ktoś jest dla mnie dobry, to ja jestem dla niego podwójnie – zwierzał się Kocur. Był pod wrażeniem zeszłotygodniowej sytuacji. Dostał wtedy koc oraz buty. W ramach podziękowania przyniósł dla Ani czekoladę, którą kupił za własne pieniądze. Zdumiała mnie ogromna potrzeba okazania wdzięczności. Właśnie takiej prostoty w wyrażaniu uczuć możemy się uczyć od naszych znajomych.

Czas odkryć

Wspomniana wdzięczność bezdomnych jest imponująca. – Nie wiem, czy wam ktoś dziękował, więc to zrobię – powtarzał pan Jacek podchodząc do każdego z nas na dworcu. Rozmowa i przekazanie kanapki nie są dla nas szczególnym wysiłkiem. Dla naszych znajomych te działania mają jednak ogromną wartość.

Często mówimy o wdzięczności. Podobnie jak pomoc, jest ona obustronna. Miło nam, gdy bezdomni doceniają naszą obecność i to, co dla nich robimy, jednak my też sporo im zawdzięczamy. Ich obecność pozwoliła nam wiele rzeczy odkryć na nowo. Uczymy się od nich prostoty, łatwości wyrażania uczuć oraz szczerej rozmowy. Można pomyśleć, że to w sumie nic wielkiego, jednak wbrew pozorom to ogromne odkrycie – wręcz rewolucyjne.

fot. flickr/Nathan Adams

Spodobał Ci się wpis? Zostaw lajka! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

3 + 8 =

Close