Mimo własnego szczęścia nie zapomniała o innych

Na dworcu pojawiła się nasza dawna znajoma, z którą znamy się już dość długo. Tego wieczoru wyglądała nieco inaczej, uśmiech nie schodził jej z twarzy. Okazało się, że udało jej się wyrwać z bezdomności.

Każdy kolejny dzień przybliża naszych znajomych z dworca do upragnionej wiosny. Wielu z nich pociesza się, mówiąc, że ich zimowy koszmar nie potrwa już długo. Mimo że zima jest dopiero na półmetku, niecierpliwie oczekują cieplejszych dni, a przede wszystkim nocy. Jedna wiadomość szczególnie nas ucieszyła: okazało się, że pani Janina w zamian za opiekę nad schorowaną kobietą otrzymała dach nad głową.

Pomoc sióstr

Nasza znajoma pochodzi z Wilna. Przyjechała do Poznania w kwietniu ubiegłego roku. Przez kilka miesięcy pracowała tymczasowo, m.in. sprzedając truskawki. Poznałem ją, kiedy zacząłem pojawiać się na dworcu – zawsze uśmiechnięta oraz schludnie ubrana. Sama pani Janina uważa, że właśnie dzięki temu jej życie uległo zmianie.

– Można powiedzieć, że wyrwałam się z bezdomności – opowiadała kobieta, która przyszła na dworzec po dłuższej przerwie. Odwiedzając chorą osobę, rozmawia z nią i troszczy się o nią. W zamian ma gdzie mieszkać. – Mam piecyk i ciepłą wodę. Mogę się wykąpać.

Jej sytuacja zmieniła się dzięki siostrom albertynkom, które zaproponowały jej to zajęcie. Wnuczki schorowanej kobiety poprosiły zakonnice o pomoc w opiece. Pani Janina często odwiedzała albertynki, więc te bez wahania poleciły właśnie ją. Panie bardzo się polubiły. Dotknięta chorobą kobieta potrzebowała opieki i towarzystwa, zaś pani Janina zajęcia oraz dachu nad głową.

Niezwykła radość

Na wymianie zyskały obie strony. Jedna z kobiet wyrwała się z bezdomności, zaś druga przestała narzekać na samotność. – Sama mówi, że czeka na mnie bardziej niż na córkę – opowiadała pani Janina o swojej nowej znajomej.

Ta historia pokazuje, jak niewiele potrzeba do szczęścia. Podczas kilkunastominutowej rozmowy z twarzy pani Janiny nie schodził uśmiech. Z ogromną radością opowiadała o tym, czego doświadczyła w ostatnich tygodniach. Mimo że sama wyrwała się z bezdomności, nie zapomniała o bliskich jej osobach z dworca.

– Żartuję, że nogi mogę wyciągnąć, a są tutaj inni, którzy siedzą w poczekalni i przegania ich ochrona – dopowiadała pani Janina. Właśnie ta troska o los znajomych budzi największy szacunek do kobiety. W Poznaniu jest dopiero od kwietnia, a jednak zżyła się z resztą bezdomnych na tyle, że ich sytuacja nie jest jej obojętna.

Nerwowy sen

Jedynym z przedstawicieli tej grupy jest pan Michał, który wciąż nocuje na klatkach schodowych. Po wielu przygodach z ochroniarzami w końcu znalazł budynek, w którym może spokojnie przeczekać noc. – To są nerwy, a nie sen. Każdy trzask mnie budzi – relacjonował mężczyzna. Boi się, że będzie zmuszony do opuszczenia budynku.

Opowiadał o miejscach, w których zdarzyło mu się spać. Na dość długiej liście była m.in. winda na Dworcu Głównym. Spał w niej podczas wakacji. – Tam są szyby, więc, gdy słońce świeciło, w środku robiło się gorąco – dodawał pan Michał.

Jednym z wielu problemów mężczyzny jest niedobór snu. – Jestem tak niewyspany, że mogę zasnąć w każdych warunkach, choćby na stojąco – dodawał. Mimo trudnej sytuacji pan Michał nie traci nadziei. Jego światełkiem w tunelu jest zbliżająca się wiosna. Jak sam dodaje, już niedługo nie będzie musiał martwić się o znalezienie schronienia przed zimnem.

Nie być obojętnym

Historie takie jak ta pani Janiny są bardzo rzadkie. Dlatego też szczególnie nas cieszą. Odkąd zaczęliśmy spotykać się z bezdomnymi, tylko kilkoro z nich wyszło z bezdomności. Pani Janina właśnie powiększyła to grono. Wyjątkowe jest również zachowanie kobiety, która nie zapomniała o swoich znajomych.

Wydawać by się mogło, że w podobnej sytuacji należy się odciąć od przeszłości; wyprzeć się jej. Empatia oraz dobroć nie pozwoliły pani Janinie zapomnieć o ludziach, których poznała na dworcu. Jest to kolejny przykład solidarności wśród bezdomnych. Często zapominamy, że w tym środowisku, jak w każdym, obecne są pozytywne postawy społeczne. Między innymi wrażliwość, która nie pozwala być obojętnym na los drugiej osoby. Właśnie tej cechy trzeba się uczyć od pani Janiny.

fot. pixabay/anne-onyme

Spodobał Ci się wpis? Zostaw lajka! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

ten + seventeen =

Close