Nic nie wnoszące rozwiązanie

Obserwuję ludzi zdesperowanych, którzy nie wierzą już w poprawę swojej sytuacji. Dla wielu z nich jedynym lekarstwem wydaje być samobójstwo, które tak naprawdę niczego nie rozwiązuje.

Najtrudniejszym tematem, od którego nie da się uciec w rozmowach z bezdomnymi, jest śmierć. Wielu z nich wyznaje, że najchętniej odebrałoby sobie życie, bo nie mają już po co żyć. Początkowo brałem te słowa bardzo poważnie. Czułem odpowiedzialność za ich decyzje. Wszystko się zmieniło, gdy uświadomiłem sobie, że tylko oni mogą decydować o swoim życiu.

Racjonalna odpowiedzialność

Pierwszą osobą, która zapowiedziała nam swoją śmierć był pan Zbyszek. W przeszłości miał już próbę samobójczą. Miało to miejsce dwa lata temu, gdy zostawiła go żona. Nie mógł sobie poradzić, więc postanowił popełnić samobójstwo. W ostatniej chwili odratowała go znajoma, u której pomieszkiwał.

W czerwcu przekonywał nas, że widzimy go po raz ostatni i już niedługo odbierze sobie życie. Przyznam, że sparaliżowały mnie wtedy te słowa. Chcieliśmy przekonywać pana Zbyszka, że ma jeszcze po co żyć. Szukałem w Internecie wskazówek, jak zachowywać się w podobnych sytuacjach. Sami też dużo o tym rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosków, że nie możemy brać aż tak dużej odpowiedzialności za naszych znajomych.

Beztroskie wakacje

Od tamtego czasu życie pana Zbyszka choć trochę się polepszyło. Przez całe wakacje zamieszkiwał działkę swojego kolegi. Miał tam zapewnione bardzo dobre warunki. Niestety przeciwko takiemu rozwiązaniu była rodzina znajomego, która nalegała, by pan Zbyszek opuścił działkę. Tak więc się stało i mężczyzna znów wylądował w parku.

Było to pierwsze spotkanie od bardzo dawna. Ucieszyłem się, bo wyglądał naprawdę dobrze. Był uśmiechnięty, elegancko ubrany oraz w końcu kupił sobie okulary, na których brak ustawicznie narzekał.

Jak zwykle pan Zbyszek pytał nas, dlaczego wychodzimy do osób bezdomnych. Nie potrafi zrozumieć naszych motywacji. Opowiedział nam o swojej mamie, która była niewidoma. Kobieta powtarzała synowi, żeby żył tak, by za nic nie musiał przepraszać. Pan Zbyszek zapytany, czy tak właśnie żyje, nie umiał odpowiedzieć.

Mimo że snuje już plany na przyszłość – chce znaleźć pokój, w którym będzie mógł zamieszkać – wciąż opowiada o chęci popełnienia samobójstwa. Śmiał się z panem Markiem, że gdyby tylko miał linę, na pewno by jej użył.

Kiedyś sparaliżowałyby mnie te słowa, teraz automatycznie zmieniliśmy temat. Zaczęliśmy rozmawiać o przyszłości tak, by pokazać panu Zbyszkowi, że jak każdy człowiek ma plany na najbliższe dni. Zwykle rozmowa wtedy kończy się zapewnieniem z jego strony, że za tydzień będzie na nas czekał, co znacznie nas uspokaja.

Niepełne rozwiązanie

Czasami się zastanawiam, czy naprawdę nasi znajomi są aż tak pogrążeni w beznadziei, że nie widzą innego wyjścia niż odebranie sobie życia? Być może chcą zwrócić uwagę na siebie i na swoje problemy. Pamiętam jedną rozmowę, którą odbyłem w tamtym okresie i wniosek brzmiał, że osoby, które popełniają samobójstwo nie mówią o tym. Umierają po prostu po cichu.

Najbardziej szokujące dla mnie jest to, że o samobójstwie wspominają przeważnie osoby, które według mnie, przy odrobinie wysiłku, wyszłyby z bezdomności. Taką osobą wydaje się pan Zbyszek, który kompletnie nie wpisuje się w środowisko bezdomnych. Ma wszystkie predyspozycje, by zacząć wszystko od nowa. Mimo tego ciągle wspomina o swojej śmierci.

Być może uważa samobójstwo za rozwiązanie wszystkich problemów. Jednak mam wrażenie, że byłoby to poddanie się przed końcem walki. A przecież ostatnie tygodnie pokazały mu, że jeszcze wszystko może wrócić do normalności.

Mam nadzieje, że uda mu się znaleźć mieszkanie. Pomagam mu w tym. Przeglądam oferty oraz umieściłem post w Inicjatywnej i Nieformalnej Grupie Jeżyckiej. Jestem przekonany, że jeśli znajdzie lokum, znajdzie także pracę. A wtedy wszystko się ułoży i będzie miał po co i dlaczego żyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

one × four =

Close