Niełatwe wybory

Jesteśmy społeczeństwem, które wybiera najprostsze rozwiązania i szuka dróg na skróty. Zupełnie inaczej postępują bezdomni, którym honor i zasady nie pozwalają przyjąć niektórych form pomocy.

– A to co, dzień dobroci dla zwierząt? – odpowiedział mężczyzna siedzący na betonowej ławce, gdy zaproponowaliśmy mu kanapkę i coś do picia. Dopalił papierosa i zaczął opowiadać nam swoją historię. Do Poznania przyjechał z Bremy, gdzie pracował. Został tam oszukany, więc postanowił wrócić do Polski.

Choroba

Okazało się, że człowiek, do którego podeszliśmy, ma na imię Jurek. Podkreślał, że jest rodowitym poznaniakiem. Na ulicy mieszka od kilku dni, wylądował na niej po powrocie do Polski za ostatnie pieniądze. Specjalnie szukał jak najtańszego transportu, żeby starczyło jeszcze na hostel. Gdy środki się wyczerpały, mężczyzna został bez dachu nad głową.

– Moje życie skomplikowało się jakiś czas temu, gdy zmarła moja żona – opowiadał Jurek. Lekarze zdiagnozowali u kobiety raka wątroby. Ostatnią deską ratunku było prywatne leczenie w Bremie. Mężczyzna sprzedał mieszkanie oraz dwa auta, żeby ratować ukochaną. Zorganizował transport do Niemiec, jednak kobieta nie doczekała leczenia, zmarła dzień przed planowaną podróżą.

Mężczyzna musiał zaopiekować się córką; jak mówił, dla niej zrobiłby wszystko. Skorzystali z wykupionego transportu i przenieśli się do Bremy, gdzie mieli ułożyć sobie życie od nowa. Dzisiaj córka Jurka mieszka w Wielkiej Brytanii. – Mam siedmioro wnucząt, ale ostatniego jeszcze nie widziałem.

Pomoc

– Mam kontakt ze swoją córką, mówiłem jej o mojej sytuacji, chciała pomóc – opowiadał Jurek. Zaproponowała mu kupno biletu, żeby mógł dołączyć do niej w Wielkiej Brytanii, jednak nie chciał przyjąć takiej formy pomocy. – Byłem już kiedyś 7 lat na ulicy, więc sobie poradzę, ale nie chcę, by akurat ona miała mi pomóc.

Jurek opowiadał nam, jak od kilkunastu dni wygląda jego życie. Codziennie pojawia się nad Rusałką, by się umyć, wieczorami przechadza się po mieście w poszukiwaniu złomu. – Nie żebrzę; jeśli chcę kupić sobie papierosy czy jedno piwo, to jakoś na to muszę zarobić.

Spotkaliśmy go na płycie Starego Rynku. – Byłem przez wiele lat brukarzem, więc mogę wam powiedzieć, że te kostki tutaj sam układałem – chwalił się Jurek. Nabawił się schorzeń kolan, dlatego nie jest w stanie wrócić do zawodu.

Wykorzystanie

Kolejną pracę znalazł dopiero w Niemczech. Gdy zorientował się, że pracodawca chce go oszukać, spakował się i wrócił do kraju. Był pewny, że za przepracowane godziny otrzyma należne pieniądze, dopiero w Poznaniu przekonał się, że jego konto jest puste. – Nie mogłem z nimi walczyć, bo to praca załatwiona przez firmę pośredniczącą – stwierdził.

– Autobus, którym wróciłem do Poznania jechał przez Monachium, czyli jechałem bardzo długo – opowiadał. Podczas rozmowy ciągle wyjmował z portfela dokumenty i bilety, czym chciał nam udowodnić, że mówi prawdę.

Nieocenianie

Bezdomnych cechuje duma. Często to właśnie zasady i honor nie pozwalają im wybierać najłatwiejszych, a przy tym też najlepszych, rozwiązań. Wielu z nich woli męczyć się na ulicy, niż zwrócić się po pomoc do swoich najbliższych. Podobnie jest w przypadku Jurka, który nie chce przyjąć wsparcia od swojej córki. Takie zachowania zwykle wywołują w nas cichy sprzeciw.

Mimo wszystko nie mamy prawa zmuszać naszych bezdomnych znajomych, do wyborów niezgodnych z ich zasadami. Być może powodem naszego niezrozumienia jest fakt, że nigdy nie zostaliśmy postawieni w podobnej sytuacji. Tym, czego się uczymy, jest nieocenianie. Nie znamy wszystkich aspektów danej sytuacji, nie jesteśmy uprawnieni, by wchodzić z butami w czyjeś życie. Naszym zadaniem jest poznanie choć małej części ich świata, czyli po prostu wysłuchanie tego, co mają do powiedzenia.

*imię zostało zmienione

Fot. pixabay/lechenie-narkomanii

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

thirteen − six =

Close