Nieszczęśliwe powroty

Bezdomni to ludzie z przeszłością, często tragiczną. Nie jesteśmy w stanie postawić się w ich sytuacji i zrozumieć tego, przez co musieli przejść. Widzimy tylko skutek, czyli ich upadek, rzadko jednak zastanawiamy się, co musiało się wydarzyć wcześniej.

Kierując się w stronę placu Cyryla Ratajskiego, nie spodziewaliśmy się, że kogoś tam zastaniemy. W ostatnim czasie w poznańskich mediach rozgorzała dyskusja, czy przystoi, aby osoba bezdomna przesiadywała w miejscu, które znajduje się w bliskim sąsiedztwie ścisłego centrum miasta. Chodziło o Tomka, na którego tym razem się nie natknęliśmy. Na ławce, którą zwykle zajmował, siedział inny bezdomny.

Trzeba w coś wierzyć

Piotra poznaliśmy wiosną ubiegłego roku. Wtedy spotykaliśmy go głównie na placu Wolności. Niskiego wzrostu, zaniedbany, zawsze w czapce z daszkiem, nie miał wówczas butów; chodził w klapkach. Opowiadał, że przeżył tragedię, która pociągnęła go na dno. – Rok po roku miałem pogrzeby: najpierw ojca, później matki, potem syna i żony.

Od tamtego czasu rzadko go spotykaliśmy. Na oko nic się nie zmienił, jednak klapki zastąpiły wygodne adidasy. – Często się przemieszczam, więc pewnie dlatego się nie widzieliśmy. Dodatkowo byłem teraz w Czechach, gdzie pracowałem – opowiadał mężczyzna. Piotr z wykształcenia jest pielęgniarzem. Za granicą opiekował się starszą kobietą. – Znajomi załatwili mi tę pracę. Miałem referencje.

– Jakiś czas temu wróciłem. Od tego czasu śpię, gdzie popadnie; najczęściej na ulicy – mówił Piotr. Robi się coraz zimniej, więc myśli o miejscu, gdzie mógłby się schronić przed mrozem. – Jestem prawosławny. Jako wierząca osoba chciałbym znaleźć się w ośrodku, w którym znajdują się ludzie wierzący. Mogą nawet wierzyć w drzewo, byleby w coś wierzyli. Wiara jest ważna – przekonywał.

Po powrocie wszystko puściło

Piotr przez 10 lat służył w Legii Cudzoziemskiej. Mówił, że było to wówczas zabronione. Kiedy mężczyzna pracował, urodził się jego syn. – Wojsko zmienia, hartuje. Tak jak stal – opowiadał. Przez 10 lat pobytu w wojsku był w wielu miejscach. – Służyłem w Ameryce Południowej i Afryce – dopowiadał. Kiedy służba dobiegła końca, nie mógł się pozbierać. – Dzisiaj nie mogę wejść do kościoła. Nie czuje się na siłach, by to zrobić. Moralnie się źle z tym czuję.

– Gdy wróciłem do domu, wszystko puściło – wspominał. Dalszy ciąg historii Piotra jest tragiczny. W wypadku samochodowym zginęli jego żona i syn. Od tego czasu ulica stała się jego domem. Pamiętam, jak w ubiegłym roku opowiadał o rozmowie ze zmarłymi członkami rodziny. Nie mógł wtedy zrozumieć, jak mogła spotkać go taka tragedia.

Rozmowy z Piotrem są ciekawe. Jest elokwentny, waży każde wypowiedziane słowo. Ma swoje poglądy, zgodnie z którymi stara się żyć. Rzadko ma jednak możliwość, żeby z kimś porozmawiać. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, był zdziwiony, że w ogóle ktoś się do niego odezwał. Ostatnio mówił podobnie: – Tak stanęliście nade mną i tylko słuchacie, lepiej powiedzcie coś.

Trudno być sędzią

Nie wszystkie relacje, które budujemy, oparte są na regularnych spotkaniach. Idąc przez miasto, rzadko spotykamy te same osoby. Często tracimy z nimi kontakt i nie wiemy, co się z nimi dzieje. Spotkania jak to z Piotrem z jednej strony nas cieszą, bo spotykamy naszego starego znajomego; z drugiej są źródłem zmartwienia – Piotr miał już pracę i mieszkanie, więc jego powrót na ulicę nie jest szczęśliwym zdarzeniem.

Nie oceniamy go ani nie dociekamy, dlaczego nie poszedł za ciosem i nie szukał kolejnej pracy, skoro jedna znacząco poprawiła jego sytuację. Trudno jest się postawić w czyjeś sytuacji, tym bardziej jeśli ktoś przeżył tyle co Piotr. Faktem jest, że zbliżają się dla niego, jak również dla innych bezdomnych, najtrudniejsze miesiące. Może strach przed mrozem będzie wystarczającą motywacją dla mężczyzny. – Przyniesiecie mi jakąś cieplejszą kurtkę? No i buty cieplejsze by się przydały.

fot. Pixabay/MichaelGaida

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

nineteen − 3 =

Close