O straconych lub nieotrzymanych szansach

Bezdomni nie muszą nikogo oszukiwać. Mówią wprost, kiedy spytasz, co czują i czego lub kogo im brakuje. Chcieliby wrócić do normalnego życia, ale nie wiedzą, czy otrzymają na to szansę.

Kiedyś pisałem o tym, że tylko nasi znajomi mogą podjąć decyzję o zmianie swojego życia. Podczas ostatniego spotkania poczuliśmy, że coś w nich zaczyna pękać. Pan Michał mówił, że chciałby znaleźć pracę. Chce znów pracować, by odzyskać emeryturę, która została mu zawieszona.

Pragnienie zmiany

W ubiegły czwartek udało nam się poznać Ewę i Żanetę, które znane są grupie z dworca. W parku pojawiły się po raz pierwszy. Jak się później okazało, Ewa jest żoną pana Marka, którego problemami żyła „ekipa dworcowa”. Mężczyzna został pobity, więc organizowana była pomoc dla niego. Nie obyło się bez perypetii, ale koniec końców, został hospitalizowany.

Pani Ewa prosiła nas o pomoc. Sposób, w jaki o to zaapelowała pozostanie mi na długo w pamięci – „jesteśmy gównem, pomóżcie nam”. Trudno zapomnieć o takich słowach. Myślę, że mało kto umiałby przejść wobec nich obojętnie. Rozmawialiśmy ostatnio o tym, jak można im pomóc. Już wcześniej sygnalizowały chęć zmiany, ale ostatecznie się rozmyślały.

Mieliśmy kilka takich sytuacji, kiedy nasi znajomi byli zdeterminowani do pójścia na odwyk. Pewien mężczyzna z dworca, którego nie znam, dość długo pozostawał na detoksie. Nie zjawił się jednak w dniu, w którym miał zostać zabrany do ośrodka leczenia uzależnień. Podejrzewaliśmy, że nie udało mu się zachować abstynencji.

Normalnie w takich sytuacjach czulibyśmy zawód. Gdy rozmawiamy ze sobą i dzielimy się swoimi doświadczeniami ze spotkań, podkreślamy to, że w stosunku do bezdomnych mamy o wiele więcej wyrozumiałości. Brakuje jej nam w stosunku do ludzi, których spotykamy w miejscu pracy czy nauki.

Ostrzarz z Poznania

W czwartek spotkaliśmy w parku pana Mieczysława. Tak się składa, że mężczyzna znany jest w Poznaniu jako ostrzarz. Przez wiele lat można było naostrzyć u niego noże. Ostrzył je na specjalnie do tego przystosowanym rowerze. Zarabiał tak w ten sposób do momentu, kiedy ktoś ukradł mu narzędzie pracy. Mimo że otrzymuje emeryturę, i nawet ostatnio została mu ona podwyższona, przesiaduje z bezdomnymi w parku.

Ostrzeniem noży zajmował się ponad 20 lat. Zjeździł ze swoim sprzętem niemal każdy rynek w Poznaniu. Dzisiaj jego największym marzeniem jest powrót do zajęcia, dzięki któremu zyskał popularność. Swego czasu o panu Mieczysławie można było przeczytać w gazetach.

Aktualnie mierzy się z samotnością. Nie ma z kim porozmawiać, więc jak tylko do niego podeszliśmy, rozpoczął swoje wywody. Śmiał się, że jest bezkarny, bo posiada zalecenie lekarza, który zalecił mu spożywanie koniaku. Policja zwykle przymyka na to oko, w końcu chodzi o zdrowie naszego bohatera.

Między przeszłością a przyszłością

Pożegnał nas tekstem byśmy szanowali swoje młode lata. Zauważam u bezdomnych to, że często tęsknią za swoim dawnym życiem. Boli ich to, że wielu okazji nie wykorzystali. W najgorszym przypadku, że nie dostali od kogoś szansy. Dzisiaj nie mogą już niczego z tym zrobić. Muszą żyć w takiej rzeczywistości. Jest to bardzo trudne, więc wielu z nich przestaje wierzyć we własne możliwości. Pogrążają się w marazmie.

Dlatego cieszymy się, gdy nasi znajomi chcą powalczyć o swoje życie, ale przede wszystkim o siebie. My ze swojej strony musimy pamiętać, że te wszystkie działania są jedynie pomocą, którą możemy im zaoferować. Jeśli tego będą chcieli.

Najważniejsze jest uświadomienie sobie, że to, co robimy nie jest celem tylko drogą. Na pewno dużo przyjemniejszym uczuciem byłoby rozwiązanie wszystkich problemów naszych znajomych. Niestety tak to nie działa. Możemy tylko dać wędkę, nie możemy obiecać ryby.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

seven + five =

Close