Porozmawiaj ze mną

Nigdy nie wiesz, dlaczego ktoś nie ma domu i śpi pod gołym niebem, póki nie usłyszysz jego historii. To zadziwiające, jak trudno odezwać się za pierwszym razem.

 

Zaniedbani, brudni i śmierdzący to najczęstsze skojarzenia, gdy myślimy o bezdomnych. Często zapominamy, że przede wszystkim są to ludzie tacy sami jak my, którym po prostu nie wyszło w życiu. Z różnych powodów.

Można ich spotkać wszędzie – pod sklepem, w środkach komunikacji miejskiej czy na głównych ulicach miasta. Na pierwszy rzut oka raczej nie zachęcają do rozmowy, wręcz przeciwnie, wprowadzają niesmak i konsternację.

Każdy z nich nosi w sobie jakąś historię. Jedni zdobyli wykształcenie, ale w późniejszym etapie życia coś poszło nie tak. Drudzy wychowywali się w rozbitych rodzinach, często patologicznych.

Nie wszyscy są rodowitymi poznaniakami. Wielu z nich przyjeżdża z dalekich stron – choćby z Rzeszowa i Tych. Traktowani są wtedy przez resztę społeczności bezdomnych jako tzw. „obcaki”. Przybywają do wielkiego miasta z nadzieją, że może tutaj im się powiedzie. Rzeczywistość jest jednak okrutna. W stolicy Wielkopolski nie znajdują ani szczęścia, ani pracy.

 Chcą pomocy, ale nie gwałtownej zmiany życia

W Poznaniu działa wiele organizacji i instytucji, których celem jest poprawa komfortu życia bezdomnych. Sami zainteresowani nie korzystają jednak z tej pomocy. Unikają jej wręcz jak ognia. Głównie dlatego, że jakakolwiek pomoc systemowa zmusiłaby ich do walki z nałogiem alkoholizmu. A dla większości z tych osób alkohol jest jedyną rzeczą, która zawsze będzie; niejako jedyna stabilność w ich życiu.

Urzędnicy nie potrafią tego zrozumieć. Często jakakolwiek chęć niesienia pomocy jest hamowana właśnie przez fakt, że nie chcą przymknąć oko na tę przeszkodę. A co to za pomoc, jeśli nie staramy się zrozumieć drugiej osoby?

 Najbardziej brakuje im jednego

Szczególnie istotną rzeczą dla osób bezdomnych jest element rozmowy. Łatwo jest dać komuś na ulicy kilka złotych i pójść dalej. Dużo bardziej wymagająca jest rozmowa. Wydawać się może, że to wcale nic trudnego, jednak dla osób bezdomnych ma ogromną wartość. Być może większą nawet niż kanapka czy pieniądze, które im ofiarujemy.

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że zwykłe przedstawienie się i podanie dłoni ma moc rozbrajającą. Nawet tych najtwardszych. Mur, który stawiają przed nieznajomą osobą, pęka w ułamek sekundy. Zaczynają wtedy ufać rozmówcy i często opowiadają o swoim życiu.  Unikają jednak kontaktu z urzędnikami, którym tak naprawdę nie zależy na nawiązaniu relacji. Jedynym ich celem jest zachęcenie, czasami siłą, do przemiany życia. Jest to zwyczajnie niemożliwe, gdyż ciężko jest zaufać komuś, kto nie zdobędzie naszego zaufania.

Wydaje mi się, że największym problemem osób bezdomnych jest alienacja. Wiele osób próbuje ich nie zauważać. Często osądzamy. Mówimy, że jeśli chcieliby znaleźć pracę, to by ją znaleźli. Zapominamy tym samym, że każdy człowiek to inna historia. Nie znamy całkowicie powodu, dlaczego dana osoba śpi pod gołym niebem. Oceniamy i kategoryzujemy – zwłaszcza po wyglądzie i charakterystycznym zapachu.

Sytuacje, których nie da się od tak zrozumieć

Oczywiście wiele osób znalazło się na ulicy przez błędy, które w swoim życiu popełniali, ale nie zgodzę się, że wszyscy. Często można spotkać bezdomnych, którzy są dobrze wykształceni, choćby byłych szkolnych nauczycieli. Osobiście zastanawiająca dla mnie była sytuacja, która przydarzyła mi się w Rzymie. Poznałem tam człowieka, który ma żonę oraz czwórkę dzieci, a mimo tego sam mieszka na dworcu Termini.

Pokazuje to, że tak naprawdę są to skomplikowane sytuacje życiowe, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć w pełni. Jeśli chcemy takiej osobie pomóc, to trzeba przeniknąć niejako do jej świata. Zaś decyzja o ewentualnej zmianie życia jest żmudnym procesem, który musi się zrodzić w całkowitej wolności. Nic na siłę.

Ciekawą obserwacją jest, że osoby bezdomne nie funkcjonują w całkowitej samotności. Zwykle dobierają się parami czy grupami. Mimo faktu, że znaleźli się na społecznym marginesie – przez wielu uważani są za osoby gorsze, które straciły część swojego człowieczeństwa – potrafią współpracować i tworzyć społeczności. To takie same jak każdy z nas, mają takie same potrzeby i starają się funkcjonować tak samo – mimo nieco innych warunków.

Brakuje im tylko dwóch rzeczy: szczęścia i motywacji, by po raz kolejny spróbować coś zmienić w swoim życiu. Tym razem na stałe.

1 komentarz

    • ~Aneta, 27/04/2016, 22:02

    Odpowiedz

    Cześć, bardzo ciekawa inicjatywa. Sama też usłyszałam dwie takie historie niezwykle poruszające. Kiedy pojawią się refleksje z bohaterami? Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

6 − 1 =

Close