Powrót na ulicę

Wielu bezdomnych powróciło z ośrodków na ulicę. Dzielą się różnymi historiami, większość opowieści koncentruje się jednak na warunkach, w jakich zmuszeni byli przetrwać zimę.

Bezdomni powoli opuszczają ośrodki, w których schronili się na czas zimy. Na ulicach spotykamy osoby, z którymi utrzymywaliśmy kontakt w ubiegłym roku, nie są to jednak jedyni ubodzy, jakich spotykamy. Opowiadają różne historie, które łączy jeden wspólny element – narzekanie na warunki, w których zmuszeni byli przeczekać zimę. Niestety nie jest to żadna nowość.

Państwo przyszli porozmawiać 

– W ośrodku jest 8 wolontariuszy na 100 osób, więc sobie to wyobraźcie – opowiadała nam Hania. Spotkaliśmy ją na ulicy Wrocławskiej. Siedziała na drewnianej ławce, zajadając się kawałkiem pieczywa. Bezdomną jest od dłuższego czasu, sporo więc powiedziała nam o problemach, którym musi stawiać czoła. Poprosiła o kanapkę i kubek herbaty dla Bogdana, który jej towarzyszy.

– Chodź, chodź. Państwo tu przyszli porozmawiać – zachęciła mężczyznę, który zatrzymał się na widok grupy zgromadzonej wokół Hani. Dość szybko nabrał do nas zaufania i wspólnie ze swoją towarzyszką opowiadali nam o swoich przeżyciach z ośrodka. – Pościel nie jest zmieniana, więc bardzo łatwo można złapać wszy czy pluskwy.

W ubiegłym roku jeden z naszych znajomych opowiadał, że ośrodki zapewniają pracę swoim podopiecznym. Zapytałem Hani, jak było w jej przypadku. – Pracowałam na Pestce. Sprzątałam na przystankach, ale musiałam oddawać dużą cześć zarobków do ośrodka – tłumaczyła. Takie placówki często są własnością prywatną, praktyka ta umożliwia im sfinansowanie bieżącej działalności.

Ważne miejsca

Ośrodek zapewnił im schronienie w najgorszym dla nich okresie. Mimo istotnych wad jest nieodzownym miejscem dla wielu osób bezdomnych. Nasi rozmówcy szukali miejsca, gdzie mogliby w spokoju przenocować. – Byliśmy na dworcu, ale teraz tam wyganiają, więc nocujemy na klatce schodowej – tłumaczyli.

Gdy się żegnaliśmy, powiedzieliśmy im, że można nas spotkać co tydzień. Podczas naszego spotkania Hania powiedziała Bogdanowi, że ratujemy bezdomnych. Sprostowałem, że nie to jest naszym głównym celem – chcemy rozmawiać z ludźmi, którzy nie są dostrzegani przez społeczeństwo.

Osiemnastka Kocura

W ten czwartek udało nam się też dotrzeć na dworzec. Pierwszą zauważoną przeze mnie osobą, był Piotr, którego dawno nie widziałem. Zapytałem go, kto wygra finał Ligi Mistrzów – odpowiedział, że Juventus. Potem pokazał swój kupon na czwartkowe mecze; liczył, że tym razem uda mu się poprawnie wytypować.

– Zapraszam was za tydzień na moją osiemnastkę – z uśmiechem powiedział Kocur. Okazało się, że niedawno minęło 18 lat odkąd został bezdomnym. Nie jest to co prawda dobry powód do świętowania, ale Lechu się tym nie przejmuje. Po prostu cieszy się z tego, co ma.

Wiele do poprawy

Opowieści bezdomnych o realiach, z jakimi się zmagają, często są przerażające. Przykre, że wiele elementów tych historii się powtarza. Nasi znajomi często mówią, że wolą nocować na ławce w parku, niż iść do noclegowni, w której są fatalne warunki. Oczywiście nie można wszystkich placówek wrzucać do jednego worka. Każda z nich jest potrzebna i każda z nich niesie pomoc ludziom bezdomnym, tak jak potrafi.

Nie znamy wszystkich odpowiedzi na pytanie, jak pomagać osobom w kryzysie bezdomności. Wydaje się nam, że podstawą takich działań powinno być osobiste podejście do człowieka – takie, które szanuje jego godność. Bezdomni udają się do różnych ośrodków, bo nie mają żadnych alternatyw, nie jest to jednak powód do tego, by pozwolić im egzystować w tak skrajnych warunkach.

Wiele jest do poprawy i jeszcze więcej do przygotowania. Może warto zacząć od tego, by nie traktować bezdomnych jako kolejnej cyfry w tabeli. Na to niestety wielu z nich narzeka.

Fot. flickr/Henrique Pinto

Spodobał Ci się wpis? Zostaw lajka! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

eight − 4 =

Close