Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

Niektóre rozmowy z bezdomnymi wywierają na mnie piorunujące wrażenie. Ich opowieści często skłaniają do myślenia. Właśnie taka była ta, którą usłyszałem od pary, znajdującej się w kryzysie bezdomności od dwóch miesięcy.

Każdy bezdomny ma niezwykłą historię do opowiedzenia. Wiele spośród tych opowieści jest smutnych i przygnębiających, ale spotykamy się też z takimi, które przepełnione są nadzieją. Kiedy myślimy, że nic nas już nie zaskoczy, przytrafiają się rozmowy, które na długo zostają w pamięci.

Eksmisja z dnia na dzień

Przed wyjściem na dworzec rozmawialiśmy o nadziei. Nie sądziłem, że tak szybko przyjdzie mi zobaczyć, co tak naprawdę znaczy mieć nadzieję. Uświadomiłem to sobie dzięki parze bezdomnych – Anecie i Krzysztofowi, którzy stali na uboczu; z dala od reszty naszych znajomych z dworca.

Początkowo rozmawiałem tylko z kobietą. Jej partner poszedł przejrzeć ubrania, które tego wieczoru przywieźliśmy bezdomnym na dworzec. – Jesteśmy bezdomni od dwóch miesięcy – zaczęła rozmowę Aneta. Opowiadała o tym, jak radzą sobie z mrozem. Dzięki życzliwości ochroniarzy, mogą schronić się w poczekalni na dworcu.

Gdy do rozmowy włączył się Krzysztof, poznałem powody ich trudnej sytuacji. – Zostaliśmy eksmitowani przez właściciela kamienicy praktycznie z dnia na dzień – tłumaczył mężczyzna, do którego należało mieszkanie w samym centrum Poznania. Mieszkał wraz ze swoją partnerką na ponad 150 metrach kwadratowych, które wcześniej dzielili z dziewięciorgiem jego rodzeństwa. Gdy zostali z Anetą sami – nie byli w stanie opłacić wszystkich rachunków.

Postawa budząca podziw

– Wielokrotnie prosiłem o zamianę na jakieś mniejsze mieszkanie. Wiesz, pokój, kuchnia i łazienka, ale bezskutecznie – dodawał Krzysztof. Właściciel kamienicy nie reagował na prośby mężczyzny i postanowił go eksmitować.

– Mówił wcześniej o eksmisji, ale i tak nie mieliśmy jak przygotować się na nią; wszystko z okien rzucał – opowiadali o dniu, w którym zostali pozbawieni dachu nad głową. Krzysztof, mimo że został bezdomnym, nadal pracuje, co z pewnością jest dużym ułatwieniem dla pary. Taka postawa budzi podziw – trudno sobie wyobrazić, by nie mieć dokąd wrócić z pracy.

Krzysztof pracuje jako budowlaniec: – Robię teraz przy takiej stadninie koni. Kiedy idę do pracy, Aneta zostaje sama – wyjaśniał mężczyzna. Niedługo ich sytuacja może diametralnie się zmienić. Pomoc zaproponowała im przyjaciółka, która przebywa w hospicjum. Chce oddać parze swoje mieszkanie.

Duma schowana do kieszeni

Ostatnio byliśmy z nią pokłóceni. Głupio wyszło, bo ona była związana z Krzysztofem – mówiła o kobiecie Aneta. Mimo napiętej sytuacji, para ciągle odwiedzała kobietę w szpitalu.

Aneta i Krzysztof żyją nadzieją: – W sobotę się wszystko wyjaśni. Mam nadzieję, że za tydzień przyjdziemy się z wami pożegnać – dodała na koniec kobieta. Kiedy to mówiła, na jej twarzy pojawił się uśmiech – pierwszy raz podczas całej naszej rozmowy.

Spotykamy się z bezdomnymi już prawie od roku, wielu z nich jest z nami od samego początku. Historie, w których pojawia się nadzieja, jak we wspomnianym przypadku, szczególnie nas cieszą. Mimo że przyszłość Anety i Krzysztofa wciąż nie jest pewna, para ma przed sobą światełko w tunelu.

Myślę, że ta sytuacja jest zaskakująca nie tylko dla nas. Pomoc zaoferowała im kobieta, która ma powód, by mieć do nich żal. Wcześniej była związana z Krzysztofem, więc kontakt z nim i jego nową partnerką musi być dla niej trudnym doświadczeniem. Postanowiła im pomóc pomimo pogmatwanych relacji. Ta historia bardzo dobrze pokazuje czym jest bezinteresowna pomoc: by odmienić życie pary, kobieta schowała do kieszeni swoją dumę. To ważna lekcja zarówno dla samych zainteresowanych, jak i dla osób postronnych. Przysłowie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” nie jest tylko frazesem. Jest rzeczywistością.

fot. pixabay/tpsdave

Spodobał Ci się wpis? Zostaw lajka! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

fifteen + four =

Close