Przejściowe trudności

Nie mamy gotowych rad i wskazówek dla naszych bezdomnych znajomych. Często tak naprawdę jesteśmy bezradni wobec dramatów, o których nam opowiadają. Zdajemy sobie sprawę, że chcieliby odmienić swoją sytuację, jednak my nie możemy zrobić tego całkowicie za nich.

Tego dnia wybraliśmy się na patrol w czwórkę. Gdy podeszliśmy do mężczyzny siedzącego na drewnianej ławce w parku, usłyszeliśmy: – Wyglądacie tak, jakbyście chcieli mi wpierdolić. Uspokoiliśmy go mówiąc, że nie mamy takiego zamiaru. Mężczyzna powiedział, że nazywa się Krzysztof i pochodzi z Poznania.

Kiedyś to ja miałem wszystko

– Przepraszam, że tak zacząłem, ale przed chwilą jakaś grupa chciała mnie pobić. Byłem przestraszony – usprawiedliwiał się Krzysztof. Miał w pamięci to, co spotkało jego kolegę Sebastiana, który został spałowany przez jakichś mężczyzn. – Zobaczyłem go, jak leżał nieprzytomny. Pobiegłem do policjantów, żeby zadzwonili na pogotowie. Nie wiem, jak to się skończyło; już nie wrócił.

Krzysztof od dwóch miesięcy jest bez dachu nad głową, ale dopiero od niedawna zaczął nocować w parku. Rozkłada na ławce swój śpiwór i próbuje zasnąć. – Niedługo i tak zamarznę. Dzisiaj jak się obudziłem, to nie wiedziałem, jak się nazywam – mówił. Zapytany od przeszłość powiedział: – Kiedyś to ja miałem wszystko: dom, rodzinę.

– Jutro idę na rozmowę w sprawie pracy. Jak się wszystko ułoży, będę pracować na magazynie – opowiadał. Martwi go jednak fakt, że nikt nie da mu miesięcznej wypłaty z góry. Jest to powszechny problem wśród bezdomnych, których poznajemy i którzy przejawiają wolę podjęcia pracy. Chcą mieć zatrudnienie, ale woleliby również mieć dokąd z tej pracy wrócić.

Wstydzę się tam przyjść

– Teraz już nie zasnę. Będę tak leżeć i myśleć, co robić. Będę też się modlić – kontynuował rozmowę Krzysztof. Po chwili dodał, że modli się w dwóch intencjach: żeby umarł albo przeżył. – Wiecie, chodzę co niedzielę do kościoła na Łazarzu. Modlimy się, a później jemy – dodał mężczyzna.

Poinformowaliśmy go, że można nas spotkać co tydzień. – Wiem, że jesteście na Dworcu Głównym, ale mnie tam nie zobaczycie. Wstydzę się tam przyjść – mówił łamiącym się głosem. Są to dla nas trudne momenty. Niezupełnie wiadomo, co w takiej sytuacji powiedzieć. Nie chcemy pocieszać bezdomnych pustymi słowami, raczej pozwalamy im mówić.

Krzysztof był autentyczny w tym, co mówił. Przedstawiając swoją sytuację, nie chciał wzbudzać w nas litości, nie szukał też pocieszenia. Cieszył się, że może z kimś porozmawiać. Nie wiemy, czy spotkamy go jeszcze. Żegnając się wyraził nadzieję, że za tydzień nie będzie musiał już nocować w parku. – Jeszcze raz wam dziękuję, naprawdę – dodał na zakończenie.

Nie chodzi o imponowanie

Od naszych bezdomnych znajomych słyszymy wiele opowieści. Opowiadają o swojej przeszłości, jednak nie robią tego, by nam zaimponować. Często są to przykre historie, w których wybrzmiewają żal czy wyrzuty sumienia. Te ostatnie mają to do siebie, że nie pozwalają zapomnieć o przeszłości oraz o tym, że można było coś zrobić inaczej – tak, by później tego nie żałować.

Krzysztof, jak sam mówił, miał kiedyś wszystko. Tym wszystkim były dla niego rodzina i dom. Nie wyjaśnił, w jaki sposób wylądował na ulicy, gdzie wiedzie samotne życie. W jego głosie słychać było duży smutek. Mimo tego nasza rozmowa była bardzo wartościowa; pokazała nam, że pomimo różnych życiowych dramatów, można odnaleźć delikatny cień nadziei. Krzysztof się nie załamywał, ale szukał sposobów na odmianę swojej sytuacji. Gdyby tak nie było, nie próbowałby znaleźć pracy.

Naszym głównym celem nie jest zmienianie życia naszych bezdomnych znajomych niezależnie od ich woli. Nie możemy tego uczynić, bo wówczas ograniczylibyśmy ich zdolność do podejmowania samodzielnych decyzji. Spotkania z nimi uczą nas, że można żyć nadzieją, nawet jeśli na horyzoncie wciąż nie widać szansy na nagłą odmianę sytuacji.

fot. flickr/keith vaughton

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

two × three =

Close