Relacja zasługująca na drugą szansę

Bezdomność jest wypadkową wielu ciężkich i nawet radykalnych decyzji. Są one podejmowane przez samych bezdomnych, ale również przez ich najbliższych. Oni również są dotknięci bezdomnością.  

Słyszymy mnóstwo historii. Przeważnie smutnych, choć zdarzają się też wesołe wspomnienia. Zwykle bezdomni opowiadają o swoich najbliższych i o relacjach z nimi. Wszystkie te opowieści mają to do siebie, że są subiektywne. Znamy wersję tylko jednej ze stron. Ostatnio mieliśmy świetny tego przykład, gdy jeden z naszych znajomych poprosił, byśmy skontaktowali się z jego córką.

Mowa o panu Marku z dworca, który został pobity. Wylądował w szpitalu, gdzie wykonywane są mu hemodializy. Długo bronił się przed tym, byśmy powiadomili kogoś z jego rodziny. Ostatecznie poprosił nas o to. Powiedział, że chciałby się zobaczyć ze swoją córką, do której dał nam namiary. Widać było, że długo walczył z tą myślą.

Miarka się przebrała

Nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądać to spotkanie i jak zostaniemy przyjęci przez kobietę. Mieliśmy w głowie mnóstwo pytań. Tym bardziej, że pojechaliśmy do niej w piątkowy wieczór, więc liczyliśmy się z tym, że nikogo nie zastaniemy. Na szczęście pani Barbara przyjęła nas ciepło. Na wstępie powiedziała, że jak usłyszała domofon, spodziewała się, że to ktoś w sprawie jej rodziców.

Pan Marek wraz ze swoją żoną są bezdomnymi od maja tego roku. Wcześniej przebywali w kilku ośrodkach odwykowych, jednak ostatecznie wybrali tułaczkę po Poznaniu. Wspominali nam, że zostali wyrzuceni przez swoją córkę. Co ciekawe, miesiąc temu pani Barbara udała się na dworzec i odnalazła swoich rodziców. Chciała im pomóc, jednak tej pomocy przyjąć nie chcieli.

Córka pana Marka opowiedziała o tym, jak wyglądało ich wspólne życie. Często widywała swoich rodziców w ciągu alkoholowym. Fetor alkoholu i wymiocin stawał się nie do zniesienia. Kiedy pojawił się na świecie jej syn, powiedziała, że dłużej tak być nie może. Któregoś dnia po prostu nie wpuściła swoich rodziców do domu.

Dramat, którego nie da się zrozumieć

Trzeba wspomnieć o tym, że pani Barbara walczyła o swoich rodziców. Wytoczyła im sprawę w sądzie, żeby zmusić ich do odwyku. Nawet ta próba nie przyniosła rezultatu. Bezsilność i troska o swojego synka zmusiła ją do takiego rozwiązania. Na pewno nie było to bezbolesne rozstanie. Świadczy o tym fakt, że odnalazła później swoich rodziców na dworcu i chciała im pomóc.

Z tej rozmowy zapamiętam na pewno dwie rzeczy. Pierwszą był moment, kiedy córka pana Marka powiedziała, że dla niej jej rodzice są skończonymi żulami. Następnie opowiedziała o tym, jak wielką tragedią jest bezdomność, zwłaszcza z perspektywy rodziny. Myślę, że miała rację mówiąc, że nie jesteśmy nawet w stanie wyobrazić sobie tego, co się wtedy przeżywa.

Wygrała ostateczność

Zwykle myśli się o bezdomności jako o dramacie osoby, która ląduje na ulicy. Spotkanie z panią Barbarą otworzyło mi oczy na to, że bezdomność to także tragedia, która dotyka najbliższych im osób. Wielu z nich, podobnie jak córka pana Marka, musiało sporo wycierpieć. Wobec wyczerpania wszystkich opcji, została ostatnia – najbardziej radykalna.

Właśnie tak postąpiła pani Barbara. Na pewno nie było to łatwe rozwiązanie. Nie powiedziała, czy kiedyś żałowała tej decyzji. Faktem jest, że chciała pomóc swoim rodzicom w leczeniu. Mówiła, że odwiedziła niemal wszystkie ośrodki i była przekonana, że zagwarantowała im dobre warunki. Oni jednak wybrali tułaczkę po ulicach Poznania.

Nie wiemy jak potoczy się dalej ta historia. Na pewno pani Barbara odwiedziła swojego ojca w szpitalu i odnalazła swoją matkę w parku. Powiedziała, że ma sumienie i odnajdzie ich wszędzie. Mam wrażenie, że to nie była radosna rozmowa. Pełno w niej było przykrych wspomnień, jednak niosła ona nadzieję, że nie wszystko w tej relacji zostało jeszcze stracone. Z pewnością kobiecie zależy na swoich rodzicach i chce o nich zawalczyć. Pytanie tylko, czy oni się na to zgodzą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

six + nine =

Close