Stracili wszystko, ale nie godność

Unikają pomocy systemowej, bo nie pozwala im na to godność. Chcą pozostać sobą nawet na ulicy, gdzie jest to szczególnie ciężkie zadanie. 

Kiedy na samym początku wychodziliśmy do naszych znajomych, przeważnie to my prowadziliśmy rozmowę. Zadawaliśmy pytania i staraliśmy się poznać osoby, z którymi udało nam się spotkać. Od niedawna oni zaczęli się interesować tym, co u nas słychać. Udało się zbudować relacje, które opierają się w jakimś stopniu na zaufaniu.

Najsmutniejszym elementem spotkań są momenty, w których bezdomni opowiadają o sytuacjach dla nich traumatycznych, choćby o śmierci bliskich. Wiele z tych opowiadań wywołuje trudne do zniesienia emocje. Imponujące jest, że nasi znajomi potrafią się przed nami otworzyć, mimo że poznali nas przed kilkoma minutami.

Dobrze wyjść można tylko na zdjęciach

Uderzające dla mnie było spotkanie z Salvadorem w Rzymie. Mężczyzna ten nosił obrączkę oraz posiadał czwórkę dzieci. Sam zaś podkreślał, że całe jego życiem jest poszukiwaniem miłości. Zacząłem zastanawiać się, jak to jest możliwe, że człowiek ma rodzinę, a mimo tego wylądował na ulicy. To samo obserwuję w Poznaniu. Z raportu sporządzonego przez poznański MOPR wynika, że konflikty rodzinne są przyczyną bezdomności u 30% ankietowanych.

Nasi znajomi otwarcie opowiadają o swoich rodzinach: wnukach, dzieciach czy partnerach. Najbardziej szokujące dla mnie było uświadomienie sobie, że wiele osób ląduje na ulicy po rozstaniach ze swoimi partnerami. Nie potrafią się podnieść po ciosie i w konsekwencji zostają bez domu. Są to sytuacje, które skłaniają do myślenia. Nie powinno się ich jednak oceniać.

Takim właśnie przykładem jest historia pana Józefa, którego spotkaliśmy na ulicy Wrocławskiej, czyli w ścisłym centrum Poznania. Pan Józef, mimo że nas nie znał, opowiedział nam o tym, że jest bezdomnym, od momentu śmierci żony. Mówił, że pomimo upływu lat to bolesne wspomnienie nadal wywołuje u niego silne emocje. Dało się jednak odnaleźć w słowach pana Józefa nadzieję, którą zawdzięcza wierze.

Mogą zostać bez dachu nad głową, ale nie bez godności

Elementem wspólnym wszystkich spotkań jest słowo godność. Niemal większośćbezdomnych, których poznałem mówią, że skorzystaliby z pomocy systemowej, ale nie pozwala im na to właśnie godność.

Czytając poprzednie wpisy można odnieść wrażenie, że trochę idealizuję poznanych ludzi oraz samą kwestię bezdomności. Na pewno trafiliśmy do osób, które są kulturalne i wrażliwe, pomimo ciężkiej sytuacji życiowej. Po prostu pozostali sobą. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy bezdomny będzie opowiadał o koncertach, które słyszał, czy o rodzaju broni użytej podczas nagrywania „Potopu”. Na ulicy są też osoby, które wylądowały na niej przez swoje nałogi i problemy rodzinne.

Pan Zbyszek podczas naszego jedynego, jak dotąd, spotkania powiedział, że godność nie pozwala mu iść do ośrodka czy po zwykłą systemową pomoc. Dodał, że jeśli ma do wyboru spanie w kiepskich warunkach w ośrodku albo nocowanie na ulicy, woli zostać na dworze. Ta wypowiedź niejako obrazuje mentalność osób, które spotykamy. Mimo że są bezdomni, nie mają dachu nad głową, to starają się żyć w zgodzie ze swoim poczuciem wartości. Zdają sobie sprawę z tego, jaki jest stereotypowy wizerunek bezdomnego. Sami często opowiadają o swoich znajomych, których poznali w różnych miejscach. Otwarcie mówią, że z niektórymi z nich nie chcą mieć nic wspólnego. Nasi znajomi twierdzą, że ich celem nie jest jedynie przetrwanie każdego dnia, ale przeżycie go z godnością. Nawet jeśli jest to idealistyczne myślenie, pokazuje ono wartości, według których nasi znajomi starają się żyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

4 × one =

Close