Święta znaczy samotność

Święta to wyjątkowo trudny czas dla bezdomnych. Spędzają je często w samotności, z dala od swoich bliskich. Nie zastąpimy im rodziny, ale możemy sprawić, że podczas Bożego Narodzenia nie będą sami.

W mieście trwają świąteczne jarmarki, ulice udekorowane są kolorowymi iluminacjami. Wszystko przypomina o zbliżającym się Bożym Narodzeniu. To czas, kiedy z dużo większą troską myślimy o tych, którzy Świąt nie mogą spędzić w taki sposób, w jaki by tego chcieli. Bezdomni nie lubią tego okresu – ożywia w nich wspomnienia o najbliższych, za którymi często tęsknią.

Dwustronna pomoc

Piotra dostrzegliśmy, gdy przechodził między stoiskami jarmarku na placu Wolności. Był ubrany jak zwykle; opatulony kurtką, na głowę naciągnął kaptur tak, że ledwo można było go poznać. Wyróżniał się w tłumie. Gdy do niego podeszliśmy, od razu nas poznał. – Ach, to wy. Miło was widzieć – powiedział przy powitaniu.

Mężczyzna miał spuchnięte oko, nic przez nie nie widział. – Gdy się obudziłem rano, nie mogłem go otworzyć. Wiecie, miałem taką kulę. Wyglądałem jak E.T. – opowiadał. Musiał udać się do kolegi, który jest lekarzem. – Pomógł mi, udrożnił mi to oko, zapisał antybiotyki i teraz jest lepiej; zresztą sami widzicie.

Poprzednio spotkaliśmy się dwa tygodnie wcześniej, więc Piotr opowiedział nam, co się z nim działo. Okazało się, że spędza trochę czasu przy kwiaciarni na Rynku Jeżyckim. – Wynoszę im śmieci, pomagam; ja im, a oni mnie. To taka dwustronna pomoc. Dzięki temu zawsze mogę się tam napić kawy. Dobrze jest sobie pomagać – mówił.

Ciągle coś się traci

Dla naszych bezdomnych znajomych mieliśmy przygotowane imienne zaproszenia na obiad, który organizujemy w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Jest on konsekwencją relacji, jakie udało nam się zbudować. W czasie Świąt zasiadamy do stołu z tymi, którzy są nam bliscy. Spotykani przez nas co tydzień bezdomni właśnie tacy się nam stali.

– Czy mogę kogoś jeszcze zabrać albo oddać komuś to zaproszenie? – pytał Piotr. W ubiegłym roku nie mieliśmy okazji, by mu je przekazać. Teraz obiecał, że przyjdzie. Opowiedział też, kogo chciał zaprosić. – Pani Krystyna mi bardzo pomaga. Traktuje mnie jak wnuczka, więc chciałem jej się chociaż w ten sposób odwdzięczyć. W Święta zawsze jest samotna.

Podobne zaproszenie wręczyliśmy panu Markowi, którego spotkaliśmy pierwszy raz od dwóch miesięcy. Obiecał też przekazać blankiety pani Beacie i Krzysiowi. Tego dnia był z złym nastroju; miał zaszklone oczy. – Mam już dosyć; tak to jest, że ciągle coś się traci. Mieszkamy przy Warcie pod mostem; niedaleko Katedry.

Wypełnienie pustki

– Wszystko jest źle. Jeszcze te Święta się zbliżają… – mówił. Jest to szczególnie trudny czas dla naszych znajomych. Najbardziej samotni czują się właśnie w samo Boże Narodzenie, gdy wszyscy spotykamy się z krewnymi. Większość bezdomnych tego szczęścia nie ma.

Właśnie dlatego trudno jest zorganizować świąteczne przyjęcie dla ubogich. Nie jesteśmy w stanie zastąpić im rodziny. Możemy jedynie oddać im swój czas i być z nimi wtedy, gdy najbardziej potrzebują kogoś przy sobie. Towarzyszenie bezdomnym wymaga autentyczności: by być z nimi nie tylko wtedy, gdy mamy na to czas i ochotę, ale także wtedy, gdy najbardziej liczą na naszą obecność.

Mówimy o pomocy dwustronnej, w której zaciera się granica między dającym i biorącym. Podczas świątecznego spotkania doskonale to rozumiemy. Dzięki niemu czujemy, że te Święta są pełniejsze, że chodzi o coś więcej niż tylko o prezenty. W centrum znajduje się człowiek i spotkanie z nim. Ono najwięcej zmienia. Przy świątecznym stole nasi bezdomni znajomi dzielą się nie tylko historiami o problemach czy samotności, ale także radością. W końcu podczas Świąt łatwiej jest ją okazać.

fot. flickr/Nicolas Bran

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

sixteen + seventeen =

Close