Trzeba dostrzec cierpienie

Nie jesteśmy w stanie wyeliminować biedy i cierpienia z naszego otoczenia. Możemy jedynie próbować dostrzec ludzi, którym potrzebna jest pomoc. Unikając takich osób, zgadzamy się na taki stan rzeczy.

Spotykamy się z biedą praktycznie na każdym kroku. Ma ona różne przejawy: bezdomność, głód, niedostatek czy po prostu wykluczenie. Często utożsamiamy taki stan rzeczy z decyzjami dotkniętych nią ludzi, którym według nas zabrakło chęci i determinacji. Tak jednak nie jest. Często my, jako społeczeństwo, sami skazujemy ich na wykluczenie.

Dać wędkę

Poznałem kilkanaścioro bezdomnych i wiem, że nikt sam z siebie nie chce mieszkać na ulicy. Wielu moich znajomych – tych, którzy dziwią się, że chodzimy do bezdomnych – wskazuje statystyki, według których zapotrzebowanie na pracowników jest wysokie. Twierdzą, że każdy chętny otrzymałby pracę – wystarczy tylko się postarać. Nie zdają sobie sprawy z tego, że bezdomni chcieliby pracować. Trudno jednak wyobrazić sobie pracę, jeśli nie ma się domu, do którego można po niej wrócić.

Bezdomnym nie brakuje woli działania. Brakuje im tylko środków i narzędzi. Natknąłem się ostatnio na stwierdzenie, które dobrze obrazuje skalę problemu: gdyby za pieniądze potrzebne na wybudowanie Stadionu Narodowego w Warszawie wybudować mieszkania socjalne, to każdy potrzebujący miałby dach nad głową.

Regularność spotkań

Żyjemy w czasach, kiedy często nie chce się dostrzec cierpienia. Budujemy miejsca, w których ubogie i opuszczone osoby mogą sobie „spokojnie” cierpieć; byle tylko inni nie musieli na to patrzeć. Często na widok potrzebującego przechodzimy na drugą stronę ulicy. Można powiedzieć, że uciekamy nie tylko przed swoim, ale też przed cudzym cierpieniem.

Sam też się na tym łapię. Przez te kilka miesięcy nauczyłem się, że najważniejsze jest zauważenie takiej osoby. Jeśli zobaczymy ją i jej ból, będziemy skłonni też z nią porozmawiać. Jeśli nawet brakuje nam odwagi, by zamienić kilka słów, wrzucenie złotówki też jest istotnym uczynkiem.

Bardzo długo się zastanawialiśmy, jak możemy zbudować relację z osobami, które są nieufne. Postawiliśmy na regularność. Pokazaliśmy naszym znajomym, że co tydzień o tej samej porze mogą na nas liczyć. Wokół tej regularności staramy się budować i rozwijać nasze relacje.

Cierpliwość jest kluczem

Kolejnym krokiem do zbudowania relacji jest wspomniane już wcześniej zauważenie osoby i jej problemów. Ważne jest poznanie jej pragnień i potrzeb. Często trzeba dać się wygadać. Nie można nakazywać zmian za wszelką cenę. Z takim pomaganiem można się schować. Jest ono nastawione na to, by nam samym było dobrze, że dzięki nam ktoś się zmienił. A na tym to nie polega.

Bywa tak, że nie widzimy rezultatu naszej pomocy, ale to wcale nie znaczy, że go nie ma. Nie musi to być przemiana zewnętrzna – na przykład w postaci abstynencji czy znalezienia pracy. Często te przemiany są wewnętrzne. Świetnym przykładem są bezdomni, którzy zapowiadali nam, że odbiorą sobie życie. Nie zrobili tego. Na koniec spotkań często upewniali się, czy za tydzień też ich odwiedzimy. Myślę, że nasza obecność nie jest dla nich bez znaczenia.

Nie jesteśmy w stanie całkowicie wyeliminować biedy z naszej rzeczywistości. Możemy jedynie pudrować lub cerować świat, który nas otacza. Nie da się nic zmienić, jeśli nie porozmawiamy z potrzebującą osobą i nie dotkniemy, choć minimalnie, jej problemu. Pomoc zwykle nie przynosi natychmiastowych efektów, często jest jedynie częścią długiego procesu, który może się udać, ale wcale nie jest powiedziane, że tak będzie. Dlatego tak ważna jest cierpliwość.

 

fot. Marco Giumelli, flickr

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

sixteen + 13 =

Close