Widmo tymczasowości

Pan Zbyszek, którego optymizm ustąpił miejsca poczuciu tymczasowości, doskonale zdaje sobie sprawę, że w każdej chwili może wrócić na ulicę. Mimo tego wciąż pomaga innym, którzy znaleźli się w gorszej sytuacji.

Ostatni raz widzieliśmy się podczas Wigilii. Mówił, że jego życie się zmieniło: znalazł pracę i mieszkanie. Potem kontakt się urwał. Kilkakrotnie minęliśmy go na ulicy, jednak nie pomyśleliśmy wtedy, by poprosić o jakiś namiar. Przed Świętami spytaliśmy go o numer telefonu, który później chętnie podał; ucieszył się, kiedy zaproponowaliśmy mu spotkanie.

Rozczarowanie

Z panem Zbyszkiem umówiliśmy się w niedzielę przed świętami Wielkanocy. Przed samym spotkaniem zastanawiałem się, jak ono będzie wyglądać. Wcześniej spotykaliśmy się tylko w parku, gdzie mężczyzna spędzał każdy dzień. Teraz mieliśmy zobaczyć się w zupełnie innych okolicznościach.

– Niby wszystko jest w porządku, ale wiem, że w każdej chwili może się to zmienić – powiedział po kilku minutach pan Zbyszek. Do tej pory, gdy opowiadał o swoim „nowym” życiu był pełen optymizmu. Dodał, że już kilka razy rozstawał się ze swoim pracodawcą. Głównym powodem była za niska stawka.

Mężczyzna pracuje jako dozorca. Dba o czystość kamienic, bloków, ulic i placów w różnych miejscach Poznania. – To dużo pracy, a dostaję śmieszne pieniądze – dodawał.

Myśli o przeszłości

Pana Zbyszka poznaliśmy jako sentymentalną osobę. Często opowiadał nam o swojej rodzinie. Nie inaczej było tym razem; dodatkowo zbliżały się Święta, które wzmagały te myśli. – Może powinienem się do nich odezwać? – pytał raczej retorycznie.

W takich kwestiach przeważnie nie jesteśmy w stanie pomóc. Możemy, co najwyżej spróbować doradzić; znaleźć sposób, by nawiązać kontakt. Pan Zbyszek jest osobą wolną i właśnie w tej wolności, z uwzględnieniem wszystkich czynników, powinien podjąć decyzję.

Oprócz rodziny opowiadał też o Marcie, która w przeszłości mu pomagała. Dziewczyna zabierała go nawet na święta do swojego domu rodzinnego, jej rodzice powtarzali panu Zbyszkowi, że zawsze może tam wrócić. Mężczyzna żałował, że stracił telefon, w którym miał zapisany jej numer.

Troska

– Pomagam teraz jednemu bezdomnemu; pewnie zaproszę go na Święta – kontynuował pan Zbyszek. W jego postawie zawsze imponowała mi troska o innych, bez względu na to, w jak trudnej sytuacji sam się znajdował. Tak było choćby w parku, gdzie troszczył się o pana Marka. – Marek trafił do aresztu, ale nie wiem dlaczego – mówił.

Przed spotkaniem zakładałem, że skoro pan Zbyszek ma pracę i mieszkanie, będzie ono radosne. Wracałem z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony jego sytuacja wygląda całkiem dobrze, z drugiej jednak wydawało mi się, że czuje się nieszczęśliwy i samotny.

Szczególnie martwi go tymczasowość tego rozwiązania. Praktycznie w każdej chwili może stracić lokum i pracę, wówczas znów wyląduje na ulicy. Fakt, że nie stracił swoich ideałów, budzi szacunek. Wciąż uważa, że trzeba pomagać, sam zresztą pomaga mężczyźnie, który znalazł się w podobnej sytuacji, jak on kiedyś.

Odnowiony kontakt z panem Zbyszkiem bardzo nas cieszy. Na pewno nie było to nasze ostatnie spotkanie.

fot. flicr/ Rockin’Rita

Spodobał Ci się wpis? Zostaw lajka! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

3 × four =

Close