Wymagające relacje

Po długiej przerwie w parku pojawił się pan Michał. Przyniósł nam smutną wiadomość: zmarła jego partnerka, pani Henia. Relacja, którą z nią nawiązaliśmy bywała trudna, lecz wartościowa.

Zauważyliśmy go tydzień temu. Spał skulony w śpiworze, z którego wystawała tylko jego siwa szczecina. Nie chcieliśmy budzić mężczyzny, więc pozostawiliśmy kanapki na krawędzi ławki. Po raz ostatni widzieliśmy się w październiku na placu Cyryla; mówił wtedy o swoich planach – chciał wraz z kolegą wyjechać do Wielkiej Brytanii. Było to nasze ostatnie spotkanie. Od tego momentu nikt nie wiedział, co się działo z nim i jego partnerką – panią Henią.

Czas powrotu

– Jak się wtedy obudziłem i zobaczyłem te kanapki, to wiedziałem, że są od was – powiedział po tygodniu pan Michał. Kiedy przyszliśmy do parku, znowu zastaliśmy podobny obrazek: mężczyznę leżącego w naciągniętym po same uszy śpiworze. Spytaliśmy, czy nas pamięta. Nie miał z tym trudności.

Ostatnie miesiące mężczyzny przepełnione były bólem. – Trafiłem do szpitala, chcieli mi amputować nogę, ale ostatecznie tego nie zrobili – opowiadał. Gdy po kilku tygodniach opuścił placówkę, okazało się, że pani Henia zmarła w parku niedaleko dworca. – Jest już u św. Piotra, najbardziej żałuję, że wtedy z nią nie byłem; było to w marcu.

– Ledwo mogę się poruszać, wycięli mi duży kawałek pięty, więc muszę chodzić na palcach – dodawał mężczyzna. Pan Michał wrócił do parku dwa tygodnie temu. Wcześniej pomieszkiwał u kolegi. – Nie wyganiał mnie; to ja sam zdecydowałem, że czas wracać.

Mam honor

Pytaliśmy, dlaczego podjął taką decyzję. – Wychowywano mnie w takim domu, w którym był Bóg, honor, ojczyzna – teraz nie mam Boga, ojczyzny też nie mam, został mi tylko honor, a on nie pozwolił mi tam zostać – tłumaczył pan Michał. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że bezdomni pomimo braku dachu nad głową mają coś, czego nigdy nie stracą, czyli honor, godność i zasady, którymi się kierują.

Jak zwykle opowiadał o swojej rodzinie. Tym razem o dziadku, który podobno był bogatym człowiekiem. Niejako w nawiązaniu do tego wspomniał, że czeka na swoją comiesięczną rentę. Za otrzymane pieniądze chce kupić antybiotyki, by rana na stopie zaczęła się szybciej goić.

Człowiek jest najważniejszy

Wieść o śmierci pani Heni zasmuciła mnie. Kiedy przychodziliśmy do niej z kanapkami, za każdym razem była pod wpływem alkoholu. Traktowała nas trochę jak złotą rybkę, która spełni każdą jej życzenie. Prosiła nas o plastry, o bandaże, o tabletki. I tak w kółko. Było to irytujące, ale odpowiadaliśmy na jej ciągłe potrzeby.

Nie idealizujemy poznanych bezdomnych. Tworzymy z nimi normalne, ludzkie relacje. A w tych pojawiają się również negatywne emocje. Tak było czasami w przypadku spotkań z panią Henią, ale, co ważne, uczyły nas one pokory i cierpliwości. Nawet jeśli czuliśmy się zawiedzeni czy zrezygnowani, przypominaliśmy sobie, że nie chodzi przecież o to, by nam było dobrze.

Szacunek

W centrum tego, co robimy stoi człowiek. I to on jest najważniejszy. Nawet jeśli jego decyzje czy zachowania nas irytują, nie możemy mu zabronić takiego postępowania. Nie wolno nam ograniczać jego wolności. Tym, co staramy się robić, jest szukanie rzeczy, które łączą zamiast dzielić.

Właśnie tym kierowaliśmy się podczas spotkań z panią Henią. Wychodziło różnie: czasem lepiej, czasem gorzej, ale towarzyszyliśmy jej i pomagaliśmy tak, jak tylko potrafiliśmy. Nie próbowaliśmy jej zmieniać, szanowaliśmy to, jaka była, dostrzegaliśmy jej potrzeby. Ta znajomość była lekcją szacunku, zwłaszcza wobec tych, z którymi nie jest nam łatwo. Tym bardziej, że w naszych działaniach chodzi właśnie o szacunek wobec drugiego człowieka, szczególnie takiego, którego postępowanie budzi nasze zastrzeżenia.

fot. flickr/Ian Freimuth

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

4 × 1 =

Close