Wzajemna pomoc

Styczność z bezdomnymi otwiera szerzej oczy na wiele spraw. Dzięki nim doświadczamy tego, że prawdziwa pomoc to taka, w której nie wiadomo, kto jest stroną pomagającą.

Kilkoro moich znajomych często podpytuje mnie o to, co robimy. Zastanawiają się, po co chodzimy do bezdomnych, skoro nie mamy z tego żadnych profitów. Kompletnie nie kupują gadki o bezinteresowności. W sumie im się nie dziwię. Jeśli coś dajemy, liczymy na zwrot; tak przecież działa reguła wzajemności.

Wzajemna pomoc

Kiedy zaczynaliśmy naszą przygodę z bezdomnymi, poszukiwaliśmy jakiegoś klucza, wedle którego moglibyśmy rozpoczynać spotkania. Mówiliśmy głównie o podaniu ręki, które dla bezdomnych jest naprawdę wyjątkowym gestem. Rzadko kto zwraca na nich uwagę, uścisk dłoni i spytanie o imię, przerastają ich najśmielsze oczekiwania.

Zaczęliśmy to praktykować, więc szybko między nami a bezdomnymi nawiązała się nić przyjaźni. Znamy swoje imiona i swoje historie, więc jesteśmy, w pewnym sensie, sobie bliscy. Jest to zupełnie niezrozumiałe dla ludzi, którzy obserwują to z boku. Wielu z nich, widząc, że rozmawiamy w parku z bezdomnymi krzywi się.

Myślę, że czwartkowe spotkania dla obu stron stały się czymś wyjątkowym i równie niecierpliwie czekamy na ten dzień tygodnia. W ciągu kilku miesięcy przekonaliśmy się, że prawdziwa pomoc to taka, w której obie strony są dla siebie wsparciem, przez co zapomina się, która z nich wyciągnęła pomocną dłoń na samym początku. Kontakt z bezdomnymi uczy kilku rzeczy, na które wcześniej nie zwracało się uwagi.

Spotkanie z życiem 

Chodzi głównie o styczność z osobą, która jest w jakimś stopniu inna. Wcześniej myślałem tak jak moi znajomi, którzy dziwią się, że spędzam czas z bezdomnymi. Łatwo jest oceniać i ferować wyroki wobec osoby, której się nie poznało. Kiedy spojrzymy jej w oczy, tracimy pewność siebie i trudno nam odmówić pomocy.

Każdy z naszych bezdomnych znajomych ma imię, historię, marzenia i plany. Pamiętam, jak jeden z nich opowiadał o swoich dwóch marzeniach: chciał pojechać do Nicei a także zobaczyć swojego syna. Pokazuje to prostotę, z jaką żyją bezdomni.

Czasami ta prostota może zawstydzać. Myślimy o wielu sprawach, które zaprzątają nam głowę, a tak naprawdę mają małe znaczenie. Osoby bezdomne chciałyby mieć mieszkanie, móc zaspokoić głód. Nie są to nasze domysły, ale prawdziwe pragnienia, o których często mówią. Kiedy do nich przychodzimy, widzimy życie, którego na własnej skórze nie doświadczyliśmy.

Mosty zamiast murów

Ostatnio spotkałem Piotra i Roberta. Zdziwiło mnie, że siedzieli na dwóch różnych ławkach. Wcześniej, gdy rozmawiałem z Robertem nie potrafił odpowiedzieć na pytanie o swojego kompana.

Poznaliśmy ich na samym początku naszej przygody, więc szczególnie uważnie przyglądam się ich historii. Robert dostał propozycję pracy w piekarni. Ta perspektywa bardzo go cieszyła. Wcześniej w swoich rodzinnych stronach pracował właśnie jako pomocnik piekarza.

Spotkałem też Michała z parku, który mówił o tym, że najprawdopodobniej wyjedzie do Wielkiej Brytanii. Ma otrzymać tam pracę. Mam nadzieję, że zarówno on jak i Robert otrzymają obiecane posady. Mamy doświadczenie z przeszłości, że za słowami nie zawsze idą czyny. Może tym razem będzie inaczej i ktoś w końcu da im szansę.

Spotkania z bezdomnymi wiele mi dają. Pokazują, że nie powinno się stawiać linii podziału między ludźmi. Wszyscy jesteśmy przecież tacy sami. Kontakt z taką osobą, patrzenie jej w oczy mogą skruszyć nawet najtwardszą osobę. W społeczeństwie, w którym ciągle stawiamy mury, ważne jest by znalazły się osoby, które zaczną budować mosty. Takim mostem z pewnością może być rozmowa z osobą bezdomną.

 

fot. Carlos Heredia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

seventeen − two =

Close