Zaraźliwy autentyzm

Ludzie zakładają różne maski. Udają kogoś, kim nie są. Gdy rozmawiamy z bezdomnymi, obserwujemy ich bezwzględną szczerość oraz autentyzm, których możemy od nich się uczyć. Oni nikogo nie udają.

Większość bezdomnych opowiada o swoich przejściach. Wiemy, że mają rodziny i wspomnienia. Wielu z nich obarcza winą za swoją aktualną sytuację życiową właśnie osoby kiedyś im najbliższe. Zupełnie inaczej postępuje Kocur, który z pełną świadomością przyznaje, że wina leży wyłącznie po jego stronie.

Szacunek dla przeszłości

Ostatnie spotkanie miało miejsce bezpośrednio po Dniu Kobiet. W rozmowach nie brakowało nawiązań do tego święta. Lechu opowiadał o swojej byłej żonie, z którą pozostaje w przyjacielskich relacjach. – Mamy jasną umowę, że jak chcę, to mogę do niej przyjechać – mówił mężczyzna. Mimo że była partnerka Kocura ułożyła sobie życie na nowo, wciąż stara się mu pomagać.

– Moi koledzy często robili ze swoich byłych dziewczyn największe k… i p… – kręcił głową na znak rezygnacji Lechu. – A dam sobie rękę uciąć, że to były naprawdę fajne babki – dodawał. Uwaga ta dotyczyła obwiniania najbliższych o własne problemy z bezdomnością. Lechu tego nie robi: – Zacząłem pić, więc to wyłącznie moja wina.

Imponująca jest jego szczerość. Gdy z nami rozmawia, nie musi zakładać masek. Mówi wprost jak jest. Bez zbędnej otoczki i koloryzowania. Imponujący jest również jego szacunek do byłej partnerki. Nie neguje przeszłości, bo wie, że był to wyjątkowy czas, który się skończył tylko i wyłącznie z jego winy. – Kocur to Kocur; konkretny i szczery – dodał na zakończenie.

Dramat Stasia

Jakiś czas temu opisywałem historię Stasia. Nikt nie wiedział, co się z nim stało. Od tamtego styczniowego dnia, kiedy widzieliśmy się po raz pierwszy, nie pojawił się na dworcu. Okazało się, że jako ostatni kontaktował się z nim Kocur. Mężczyzna trafił do szpitala, w którym regularnie odwiedzał go właśnie Lechu.

Z powodu odmrożenia Stasiowi amputowano dwa palce u nogi. Kocur bardzo przeżył dramat swojego kolegi. Już jakiś czas temu ze łzami w oczach żalił się na nieodpowiedzialność kumpla. – Mówiłem temu gamoniowi, żeby coś z tym zrobił, ale okazało się już za późno – pieklił się.

Dzisiaj Staś został odesłany do Sierakowa, skąd pochodzi. Według Kocura, stało się tak dlatego, że ma tam rodzinę; ich relacje są jednak skomplikowane. Wydaje mi się, że jest to dla Lecha bolesna historia. Staś jest jego kolegą, a wśród bezdomnych obserwujemy dużą solidarność, zwłaszcza w przypadku bliskich znajomości opartych na wzajemnym wsparciu.

Powrót do centrum

W czwartek wznowiliśmy miejski patrol. W grudniu musieliśmy go przerwać ze względu na mrozy i fakt, że większość bezdomnych przeniosło się do przytulisk na czas zimy.

Gdy niemal rok temu pierwszy raz wyszliśmy spotkać się z bezdomnymi, nie wiedzieliśmy, gdzie ich szukać. W kilku grupach wyruszyliśmy w różnych kierunkach. Dwa spośród odwiedzonych przez nas wtedy miejsc są naszym celem do dzisiaj: Dworzec Główny i centrum Poznania.

Miejski patrol zasadniczo różni się od spotkań z bezdomnymi na dworcu. Na mieście nie ma dużej zorganizowanej grupy, która pojawiałaby się w wyznaczonym miejscu. Tylko raz udało nam się zgromadzić wszystkich naszych znajomych. Zwykle chodzimy ulicami, starając się chociaż kilka minut porozmawiać z każdą spotkaną osobą.

Wolimy odwracać wzrok

Często różne grupy społeczne postulują, żeby bezdomność przenieść poza centrum miasta. Jak najdalej od ładnych budynków i kolorowych szyldów. Podobnie większość ludzi nie chce, by pierwszą spotkaną na dworcu osobą, był ubogi. Łatwiej jest nie dostrzegać problemu bezdomności.

Nie wszystkim musi podobać się obecność bezdomnych w naszym najbliższym otoczeniu. Ludzie chcieliby zmienić rzeczywistość tak, by im w pełni odpowiadała. Bez ubóstwa i przemocy. Jeśli będą udawać, że problemu bezdomności nie ma, będą widzieć wyłącznie taki świat, jaki chcieliby oglądać, a który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. A przecież od bezdomnych możemy się sporo nauczyć.

Oni nie muszą nikogo udawać. Nie muszą kłamać. Tak naprawdę kolejną rzeczą, którą możemy od nich zaczęrpnąć jest bezwzględna szczerość. Przykład Kocura i jego stosunku do przeszłości oraz do osoby kiedyś mu najbliższej budzi szacunek. Często w życiu codziennym próbujemy nie dostrzegać swoich słabości i przewinień. Myślę, że dzięki spotkaniom z bezdomnymi przekonaliśmy się, jak cenną rzeczą może być szczerość i świadomość własnych wad.

fot. pixabay/Leroy_Skalstad

Spodobał Ci się wpis? Zostaw lajka! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

four + two =

Close