Zawsze razem ze sobą chodzą

Ci ludzie są przykładem na to, że przysłowie mówiące o tym, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, może mieć również dosłowne znaczenie. 

Od kilku tygodni chodzimy z kanapkami do bezdomnych. Myślę, że każdy z nas wiązał z tym pewne obawy. Trudno jest podać komuś rękę, jeśli tej osoby nie znamy. Tym bardziej jeśli ta osoba śmierdzi, jest zaniedbana lub pijana. Nie mieliśmy pojęcia, jak spotykani ludzie będą reagować na naszą pomoc. Dzisiaj jesteśmy bogatsi o pewne doświadczenia. Według mnie największym sukcesem jest łamanie stereotypów, które mówią, że lepiej trzymać się od bezdomnych z daleka.

Pierwsi znajomi

Chodzimy w dwu- lub trzyosobowych zespołach. Rozchodzimy się w różne strony, by dotrzeć do jak największej liczby osób. Każda z grup co czwartek pojawia się w tym samym miejscu. Ma to pomóc ludziom, których spotykamy w zapamiętaniu naszych twarzy i imion. Największym zainteresowaniem wśród bezdomnych cieszy się Dworzec Główny oraz tereny do niego przyległe. Zespół, do którego należę chodzi po centrum. Zwłaszcza parki przy Operze i Zamku są szczególnie lubiane przez osoby bezdomne. W ich sloganie Park Mickiewicza to po prostu „duży park”, zaś Ogród Zamkowy to „mały park”.

Właśnie ten mniejszy od jakiegoś czasu kojarzy mi się z dwoma panami – Piotrem i Robertem. Piotr, z zawodu górnik, jest z Tychów, Robert natomiast pochodzi z Mielca. Spotkaliśmy ich podczas naszego pierwszego wyjścia. Dla mnie było to szczególne spotkanie, gdyż wtedy nie potrafiłem jeszcze się przemóc, by podać rękę i się przedstawić.

Ciężko jest to zrobić za pierwszym razem. Trzeba porzucić swoją strefę komfortu i wygodnictwa tym bardziej, że nie wiemy, jak na tę próbę zareagują sami zainteresowani. Pamiętam sytuację sprzed dwóch tygodni, kiedy podeszliśmy do pary siedzącej na ławce. Na pytanie o to, jak się nazywają, odpowiedzieli – bezdomni.

Drewniany punkt orientacyjny

Wracając do Piotra i Roberta: nasze pierwsze spotkanie zakończyło się sporym sukcesem. Opowiedzieli nam o specyfice ludzi bezdomnych. Podpowiedzieli także, gdzie powinniśmyich szukać. Pamiętam, że Piotr zakończył tamtą krótką rozmowę stwierdzeniem – macie piękne życie. Czasami jedno zdanie może otworzyć oczy i pozwolić spojrzeć na rzeczywistość nieco szerzej. Tamto właśnie takim było.

Trafialiśmy na nich jeszcze parokrotnie. Wyjątkowe było zwłaszcza ostatnie spotkanie, kiedy mogliśmy na własne oczy zobaczyć, czym tak naprawdę jest przyjaźń. W Ogrodzie Zamkowym udało nam się spotkać jedynie Piotra, który zgubił gdzieś swego kompana. Widać było, że los Roberta nie jest mu obojętny, ale wiedział, że prędzej czy później znowu się spotkają. Powtarzał, że zawsze kiedy się gdzieś zagubią, ławeczka w parku jest dla nich miejscem orientacyjnym.

Poszliśmy razem do „dużego parku” i tam odnaleźliśmy Roberta, który spał na ławce. Piotr nie obudził go, tylko stanął obok i opowiadał nam o tym, jak wygląda ich życie. Wzruszające było, z jaką troską czuwał nad spokojnym snem swojego przyjaciela.

Autobus zamiast łóżka

Mimo że pochodzą z zupełnie różnych stron kraju, poznali się w Warszawie. Od tamtego czasu są niemal nierozłączni. No może poza sytuacjami, gdy gubią się gdzieś na mieście. W stolicy spędzili raptem kilka miesięcy. Myśleli, że życie tam będzie dla nich łatwiejsze, ale szybko się przekonali, że niczym się nie różni od dotychczasowego. Chcieli jechać do Bydgoszczy, jednak pociąg, w który wsiedli na gapę, zawiózł ich do Poznania.

Najtrudniejszą porą dnia dla Piotra i Roberta jest noc. Po 23:00 udają się na Rondo Kaponiera, by wsiąść w autobus. Szukają wtedy połączenia z jak największą liczbą przystanków. Czasami w ten sposób udaje im się przespać 1,5 godziny. Nie zawsze mają tyle szczęścia. Często są wypraszani przez kierowców, którym nie podoba się fakt, że dwóch mężczyzn podróżuje na gapę. Wtedy muszą wysiąść i poczekać na kolejny autobus.

Kiedy rozpoczynaliśmy naszą działalność dostawaliśmy wiele rad. Między innymi, byśmy traktowali spotykane osoby jak przyjaciół – bez żadnej wyższości, tylko z należnym im szacunkiem. Szybko okazało się, że to my możemy się uczyć od nich. W tym konkretnym przypadku – tego, jak powinna wyglądać przyjaźń.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

1 × 1 =

Close